RSS
środa, 31 sierpnia 2016

Bałam się go, bo zupełnie nie wiedziałam jak wyjdzie, ale było wspaniale. Za nami kolejny fragment zakupów do szkoły, jutro gdy w szkole wyjaśni się czy na pewno jedyne podręczniki jakie trzeba kupić to te do religii, to będę jeszcze książki zamawiać. Kapcie do szkoły i przedszkola są, choć marudzą że chcą inne (może jakoś w połowie semestru im wymienię). Łucja marzy o nowym tornistrze, ale dostanie pod choinkę. Dodatkowe zajęcia ruszą pewnie od października, lecz dostałam już esemesa z przypomnieniem, żebyśmy się na basen zapisali (od naszego ubiegłorocznego instruktora).

Mega długie było to lato i nie wiem czy się już zorientowaliście, że w przyszłym roku koniec szkoły będzie dopiero 30 czerwca, a nie tak jak w tym roku 24-go. Czyli realnie będzie jeden tydzień do zagospodarowania mniej. Polska emocjonowała się parawaningiem, KOD-em i Trumpem. Smutnym i szokującym elementem były zamachy terrorystyczne. Ja miałam rekordowy długi czas bez dzieci i chociaż za każdym razem myślę o takim rozstaniu z przerażeniem cieszę się, że udaje mi się ten okres twórczo wykorzystać.

  • TEMAT: Wiecie już, że dla nas było sportowe. Było też RIO, gdzie większość medali zdobyły kobiety. Mieszko nauczył się jeździć na dwóch kółkach i naprawdę sporo jeździliśmy na rowerach.
  • NAPOJE: Odkryliśmy napoje w puszkach i polubiliśmy je. Wywaliłam je z menu wieki temu, a jednak takie zimne aluminium przy ustach to bardzo przyjemne uczucie :) Nagazowany "SiedemUp" czy inne bąbelkowe coś były naszym hitem.
  • KOLOR: Fluo zielony. Takie stroje miały koszulki sportowe, które dostałam i taka żarówiasta pistacja okazała się być ulubionym kolorem Mieszka.
  • ZAKUPY: szerokim łukiem ominęłam wyprzedaże, za to zatowarowałam się w necie w duże ilości kostiumów kąpielowych.
  • FILM: w kinie byliśmy na Mój przyjaciel Smok, ja byłam na Facecie na Miarę, no i zaliczyliśmy kino plenerowe. Łucję wciągnęła historia Sissi i katuje nas kreskówką o Sissi.
  • KIERUNEK: tak jak rok temu wszyscy rzucili się na północ i fiordy, tak w tym roku mam wrażenie najbardziej zmasowanym kierunkiem były Włochy. Jedni znajomi siedzą właśnie w Wenecji, inni byli cała rodziną na Sardynii, kilka niepowiązanych ze sobą grupek odwiedziło Toskanię, no a dzieciaki były we włoskich Alpach i nad jeziorem Garda.
  • KSIĄŻKI: podobnie jak w 2015 czytaliśmy dużo. Lilka czyta coraz lepiej, Mieszko świetnie literuje a Łucja to pożera te książki. Ja odkryłam polską współczesną prozę i wróciliśmy do audiobooków. Gdzieś zapodziała mi się karta do biblioteki, ale muszę ją znaleźć, bo do przesłuchanych już nie wracamy.
  • PRZETWORY: bez dżemów, za to z dodatkami do herbaty. Powstał pyszny sok z aronii i robią się rajskie jabłuszka.

 

Mam dla Was obraz. Autor nazywa się Rafał Eret, a obraz zobaczyłam w Lublinie. Tak włóczyłam się bez celu po mieście i zobaczyłam ICH (jak on ciągnie ją, że to właśnie TU). I poszłam za NIMI. Weszliśmy do galerii i zaczęłam oglądać obrazy. Właściciel coś gadał z TĄ efektowną parą, a jak na chwilę przerwali zapytałam się ja:

  • A ten obraz ile kosztuje?
  • Ale Pani ma oko! To najlepsze co mam. Rafał Eret. Pocztówki z Wakacji. XII. Będzie na wystawie w Płocku we wrześniu i dopiero potem mogę sprzedać. Ale już jest kilku kupujących. Świetny malarz.

Obraz jest długi i taki naprawdę uspokajający. Leniwy jak długie lato :)

14:17, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 sierpnia 2016

Mija to lato na smarowaniu tego napletka mistera M ;) Lubi to, czeka na to i po kąpieli ochoczo się kładzie na wznak. Po bokach zastygają dziewczyny, czy TYM razem uda nam się ściągnąć... (idea jest taka, że naciągamy i smarujemy- rzeczywiście powoli, ale rezultaty są).

Wczoraj. Wyjątkowo przy zabiegu asystowała Lutka. Mieszko zawsze dużo przy TYM pytań zadaje:

  • A jak już ściągniemy to będzie duży?
  • Tak.
  • Taki jak stopa?
  • Może niekoniecznie od razu. Ale będzie duży.
  • Tata ma taki duży jak stopa Laury. I w innym kolorze.
  • Mieszko nie wiem czy babcia naprawdę CHCE tego słuchać. ;))

<><<>><>

Wróciliśmy. Mam 5 kg pomidorów (rano zajrzałam na rynek) na pierwszą partię suszonych i mam siatę rajskich jabłuszek. Zatrzymaliśmy się po drodze w jednej knajpie na rosołki (a ja na barszcz z krokietem) i za zajazdem gdzie wyprowadziliśmy psa na spacer na chwilę znalazłam połamaną rajską jabłoń. Kiedyś robiłam z nich konfiturę spróbuję i w tym roku! :)

16:57, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Myślę powoli jakie hasło dać do mijającego lata i wydaje mi się, że TO było LATO SPORTOWE. Na spotkaniu o start-upach na jakim byłam ze 2 tygodnie temu gość mówił, że NIE warto się nikogo radzić bo otaczamy się ludźmi, którzy myślą podobnie jak my. I że jeśli jest jakiś temat, który chodzi nam po głowie, wszędzie TO widzimy. Jak jesteś w ciąży, to widzisz same ciężarne, jak myślisz o nowym aucie, albo nowym mieszkaniu to nagle Ci się wydaje, że wszyscy wokół takie mają, itd. I być może z tym sportem jest tak samo. Pojechaliśmy do Szczecina, a tam Triathlon, pojechaliśmy do Niska (w powiecie Niżańskim) na najlepsze lody w Polsce (recepturę próbował wykupić nawet Grycan, acz bezskutecznie), a tam akurat bieg "Niżańska Piątka". Gdy byliśmy w Krośnie znowu nadzialiśmy się na bieg - tyle, że tym razem "O Skarb Portiusa", a gdy pojechaliśmy nad Tanew to akurat ruszał rajd rowerowy na 20/30 i 40 km i też nas zapraszano byśmy w tym peletonie ponad stu cyklistów pojechali. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy ten sport to taka nasilająca się moda, czy po prostu tak się nam przytrafiało.

 

Powoli szykujemy się do wyjazdu od dziadków. Przedwczoraj udało się nam też załapać na kino plenerowe. Super sprawa, to nasz pierwszy seans tego typu i z pewnością nie ostatni. Film dla dzieci zaczynał się o 19-stej, miejsca nie były jakieś super komfortowe, ale oglądało się lepiej niż w kinowej sali. Dzieciaki mogły wstawać, chodzić i znowu oglądać. Ciepłe, prawie włoskie wieczory są na takie wydarzenia idealne.

W plejadzie fot macie jeszcze dwa zwierzaki. Kaczka, którą oswoiła dziś nad wodą Lilka i czarny kotek, który w gromadzie tych podchodzących do dziadków. Jest niesamowity i wcale nie boi się psa. Wczoraj suka leżąc na tarasie machnęła ogonem, a on wykonał skok na ten ruszający się cel :)

16:49, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 sierpnia 2016

Leżymy z tym pół metrowym selfie-stickiem na plaży i wariujemy ;)

Btw. widziałam dziś moje KOLEJNE auto :) Obeszliśmy je z każdej strony, pozaglądaliśmy do środka, zachwyt wywołało w nas pełen, a w domu nawet sprawdzałam sobie na konfiguratorze, na ile to szalona fantazja (zupełnie nie szalona!).

<><>

Macie jeszcze panny wakacyjne z coroczną malinową fotą. Rozpusta końca lata... Macie pojęcie, że znajomy podesłał fotę z Jakucji ze śniegiem??? Wczoraj spadł. Pierwszy taki. Nie ma jesieni w tym roku... Na twittera wklejam.



18:51, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 sierpnia 2016

Gorąco na potęgę, nie skończy się chyba to lato, a myśmy wpadli do kolejnego Muzeum. Wyprawa do Szczucina była na specjalne życzenie dziadka, który takie rzeczy uwielbia. Muzeum Drogownictwajest tuż przy Pacanowie, więc odwiedzając Koziołka (6 lat temu Pacanów otwierał listę obowiązkowych atrakcji dla dzieci DO 10 roku życia) z rozpędu można tu zajrzeć. Łatwo tu dotrzeć, wejście jest bezpłatne, a to unikatowa okazja to powspinania się na równiarki, walce, smolarki, spychacze, rozściełacze asfaltu, zrywaki, itp maszyny, które większość osób spoza branży drogowej w ogóle nie rozróżnia. Maszyny są w mocnych drogowych kolorach i świetnie zachowane, a to miła odmiana po skansenach z II wojny światowej, gdzie sprzęt jest tak skodorowany, że strach do niego się zbliżyć.

Fundatorem muzeum jest jest GDDKiA i sam budynek jest nieco podobny do Muzeum Naftowego w Bóbrce.

17:18, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 sierpnia 2016

Wyjeżdżał pod wieczór sąsiad. Otwierał bramę, hałasował i tłumaczył się, że musi do bankomatu bo zaraz mu tarninę przywiozą. Sok z tarniny jest taki gęsty, że można go jak galaretkę kroić, ale sąsiad z tarniny robi nalewki. Przywieźli mu później, a potem do rana w piwnicy paliło się światło.... Znaczy się już robił ;)

Myśmy u dziadków w ogródku narwali aronii... 6 kg z jednego krzaczka... Cierpkie to straszliwie, ale narobiłyśmy z Lutką soków. Gęstych i aż czarnych! Będzie do herbaty.

Dżemów nie robiłam, bo mi nie zeszły te robione rok temu, ale będę robiła pomidory. Jednak. Dziś na rynku znalazłam gościa, który ma idealne (są po złoty, pięćdziesiąt, więc to żal nie robić) i w przyszłym tygodniu jak będziemy się zbierać do wyjazdu to u niego kupię i rozpocznę pomidorową manufakturę :)

<><>

Łucja rozmawia z Mieszkiem. Rekrutacja do bliżej nie określonego dla mnie miejsca.

  • Czy przechodził pan odrę?
  • Nie.
  • A jakieś inne poważne choroby?
  • Miałem zapalenie spojówek.

:)

18:10, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2016
  • Mamo, a jaka to miejscowość?
  • Boguchwała.
  • A jaki tu jest klub sportowy?
  • Izolator. Izolator Boguchwała, ta drużyna jest wspaniała! :)

Ludzie dzielą się na tych, którzy wolą morze, albo wolą góry. Podoba mi się idylliczna wersja morza (palmy, piasek i dekadenckie sączenie napoi przez słomkę), ale w wersji klasycznej zdecydowanie wybieram góry. Tak więc Bieszczady! Znowu!

Pewne punkty powtórzyliśmy, pewne pominęliśmy, ale doszło kilka nowych. Bazą podobnie jak ostatnio był Rymanów-Zdrój. To uzdrowisko dla dzieci, jest masa placów zabaw, klombów przyciętych w zwierzęta, lodziarni i wiemy gdzie dobrze karmią (w Bieszczadach można zjeść dobrze, ale w uzdrowiskach nie jest to oczywiste).

Trasę rozpoczęliśmy od Rezerwatu Prządki, który jest przepiękny. Wielkie kamienne głazy o ludzkich kształtach, wystające korzenie i cisza. Trafiliśmy tam na młodą parę podczas foto-sesji i chwilę rozmawiałam z fotografem, który powiedział mi, że często tu przyjeżdżają. Legenda otaczająca TO miejsce jest o miłości, więc temat chwytliwy, a światło i plenery są takie, że nawet bez półmetrowych obiektywów zdjęcia SAME wychodzą.

Młodych widzicie? Po prawej, pod skałą?

Kiedyś się już do tego przyznałam, ale uwielbiam górskie powietrze. Ono jest takie... że mam ochotę się rozebrać, żeby CAŁĄ mnie opływało. Iiiii co ciekawe dzieciaki czują się w górach podobnie. Młody co chwilę pytał się mnie, czy może podwinąć koszulkę i zrobić tarzana (czyli walić w klatę pięściami) - Tarzan niżej ;)

Wieczorami w Rymanowie- Zdroju chodziliśmy pod tężnię (nie było jej dwa lata temu) i robiliśmy konkursy kto da radę wypić więcej łyków uzdrowiskowych wód (to trudny wyczyn i zwycięzcy nie wyłoniono ;) Uzdrowiska mają fajne nie pośpiechowe klimaty, od 18-stej zaczynają się dancingi (tegorocznym hitem jest Iwan i jego "Czarne Oczy") i jest bardzo wakacyjnie. Trzeba też przyznać, że dwójka przyjechała z gilem, ale mikroklimat jest taki, że wszystko błyskawicznie minęło.

Najważniejszym punktem tegorocznej wycieczki było zdobycie Połoniny. Rodzice sąsiedzkiego pięciolatka dali radę, więc postanowiłam spróbować i JA. I MY. I RZECZYWIŚCIE dało radę. Weszliśmy na Caryńską od strony Ustrzyk. Trasa była czerwona, ale relatywnie najkrótsza. Tam i  z powrotem Run the Map wyliczył mi prawie 8 km i kolejnego dnia ja i Łucja (i Młody) czuliśmy to w pośladkach. Najgorzej wchodziła Lilka i jeśli traficie gdzieś w necie na opis wycieczki zrobiony przez osoby, którym przytrafiło się wchodzenie tego dnia co i nam, będzie tam NA PEWNO o "jednej małej dziewczynce, która szła pod górę i się wydzierała, że ona miała jechać do SPA, a nie w góry" :) To byliśmy MY. I żeby było jasne, nie byliśmy zakwaterowani w SPA, a w zwykłej agroturystyce Rumianek, gdzie była pościel z kory, a woda pod prysznicem leciała na przemian wrzątek z lodowatą :) A ponieważ nie ma sprawiedliwości na tym świecie Liliana była jedyną osobą, którą kolejnego dnia NIC nie bolało. Btw. wchodzi bardzo dużo dzieci i to nawet młodszych niż młody. I wchodzą.

Tu nieźle widać, że szczyt był w chmurach i mocno tam wiało. Mieszko ma w zębach czekoladę :) Ona była paliwem w drodze w górę.

Owce z okna samochodu (foto by Łucja)

Ostatni dzień to była Bóbrka i Muzeum Naftowe, które jest fantastyczne. Pomijając galerię maszyn odwiertowych do wydobycia ropy, atrap stacji benzynowych i kopanek z ropą (na terenie całego ośrodka jest całkowity zakaz palenia i używania ognia) są świetne multimedialne instalacje. Wchodzisz do apteki, tam się pojawia puszczony z wyświetlacza aptekarz, który toczy rozmowę z osobami, które "wchodzą" za Twoimi plecami do apteki. Bo ropą/naftą na początku XX wieku leczono wszystko. Jest więc Rabin, którego córka wychodzi za mąż za dwa dni i dostała "okrutnej wysypki na twarzy":), jest kobieta, która chce otruć męża, bo jest "30 wiosen starszy", itd.

Tak, na palcu Liliany CZARNE ZŁOTO :)

Wrzucę Wam tylko jeszcze mapkę i kościół prawosławny z Komańczy, bo był przepiękny :) Żółtymi gwiazdkami zaznaczyłam muzea szkła w Krośnie i w Rymanowie (na mojej szyi wisi szklana pamiątka z Krosna). Bo są absolutnie obowiązkowe (chociaż trzeba je rezerwować kilka dni wcześniej) Zamek w Odrzykoniu tym razem odpuściliśmy, ale z Prządek można przejść Rezerwatem i kolejnym razem zajrzymy. Znowu :)



19:15, lemon-granita
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Dostała Lila od Zębuszki trzy świnki... Właściwie to w zamierzeniach miała się podzielić świnkami z rodzeństwem, bo każda świnka jest inna, ale jak je zobaczyła to od razu uznała, że to JEJ i TYLKO jej. Nowe dzieci są jak przyszyte do niej. Ale uznała, że musi być im zimno i czy gdzieś nie można kupić dla nich ubranek??

Szukałam i w Chinach, i na All, ale nic nie znalazłam. Są ubranka dla lalek w dużych ilościach, ale dla misi, czyli ciut większe są niedostępne. Pewnie może nawet i są, ale jak wrzucam do wyszukiwarki to wynajduje mi same misie w ubrankach, a ja chciałam SAME ubranka... I zabrzmi to trochę jak reklama, ale nigdzie nie było, i jedyne jakie znalazłam były na stronie Endo (jak znajdę inne sklepy i źródła to też Wam zalinkuję). Niech Was nie przerażają ceny, bo jest również zakładka outlet, w którym jest dość duży ruch. Paczka przyszła dziś, pięknie zapakowana, Lilka SAMA odebrała ją w kiosku (paczka w ruchu) i była tak przejęta, że nie chciała otwierać w samochodzie, a przywiozła do domu. Zamknęła się w pokoju i SAMA otworzyła. Tak by SAMA pierwsza je zobaczyć ;)

Jutro rano zabieram dzieciaki na chwilę na wycieczkę. Wracamy w czwartek wieczorem, kompa nie biorę, więc relacja dopiero wtedy :)

12:47, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozłożyłam gazetę Rzeszów i pytam dziadków:

  • Gdzie jutro jedziemy? Wybór mamy spory.
  • Czyli? - zainteresował się ojciec
  • Mamy Podkarpackie Mocne Granie w Cieszanowie, czyli kresową odpowiedź na to, co się dzieje w Żywcu... Ale nie wiem czy koncerty to dobry pomysł dla dzieciaków... Mamy festiwal wina w Krośnie...
  • To już na nim byliśmy.
  • No właśnie chyba nie...
  • Byliśmy w Jaśle - wtrąciła się mama.
  • Dokładnie. Potem mamy Festiwal Archeologiczny Karpacka Troja w Trzcinicy. To może być ciekawe. Turnieje łucznicze, warsztaty kamienia łupanego, ale w sumie na podobnym byliśmy już w tym roku w Iłży... I jest jeszcze Festiwal Muzyki w Jarosławiu. Zawsze chciałam na niego pojechać. Koncerty organowe zaczynają się późno, ale równolegle jest Jarmark Jarosławski nawiązujący do siedemnastowiecznych... Gruzja, Ormianie, kuglarze, lalkarze... Kapela Tęgie Chłopy.
  • O to ciekawe- zainteresowała się babcia.
  • Tęgi Chłop szuka żony- błyskotliwe zagaił dziadek
  • Jakie to ma znaczenie co on szuka. Ja szukam tęgiego chłopa, tatuś ;)

Koniec końców pojechaliśmy JEDNAK do Krosna na "Karpackie Klimaty". Tematem przewodnim było wino, bo koniec sierpnia to początek winiarskich fiest. Za tydzień są Dni Wina w Jaśle, a potem z grafikiem winiarskim ruszają Węgry i Słowacja. Bardzo lubię enoturystykę, chociaż z win lubię tylko te z bąbelkami. Ale podoba mi się ten turystyczny nurt i chętnie w takich miejscach bywam. Nasi winiarze twierdzą, że przy postępującej zmianie klimatu za 10 lat nasze wina będą przypominać niemieckie rieslingi i coś chyba w tym jest, bo po winnicach kręci się coraz więcej Włochów szukających miejsc na plantacje. Jak wiadomo nasze prawo jest chwilowo dość nie elastyczne jeśli chodzi o sprzedaż ziemi cudzoziemcom, ale omijanie zasad to nie tylko nasza narodowa specjalność.

Co jeszcze było w Krośnie? Były wyobraźcie sobie, motankowe warsztaty dla dzieci i co fajne, lalki motali też chłopcy! Były występy ludowe, które uwielbiam, a zespół z Węgier zatańczył szałowy taniec z butelkami wina na głowie :) Tematem imprezy było wino, muzyka i len. Len jawi się mi się jako wyjątkowo pozytywny energetycznie, więc kupiłam jakieś dzikie ilości suszonych wiechci z lnem (naprawdę nie wiem po co). I właściwie to tylko na tyle nam starczyło czasu, ale w Krośnie, bo to przepiękne miasto, jeszcze tego lata będziemy ;)

22:57, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 sierpnia 2016
  • Pół kilo tej dużej fasolki jeszcze poproszę...
  • Pół kilo? To mało! Jak Pani ugotuje to nic w garnku nie będzie. A wyżywić trójkę... Zjedzą kilogram.
  • To proszę dać kilogram. Ale i tak są niejadki.
  • Mój najstarszy to do 20 roku życia jadł tylko chleb z miodem. Ja mu ten miód w słoikach do akademika w Warszawie woziłam. Wszyscy się ze mnie śmieli. I mąż, i teściowa, i sąsiedzi. A chłop wielki jak dąb wyrósł. I zdrowy i mądry.
  • Miód moje lubią.
  • Jak dziecko nie je... to nie jest źle. Gorzej, jak jedzenie przed nim trzeba chować. Mój środkowy taki był. I jeszcze do mnie mówił: Co z Ciebie za matka, że mi chleba żałujesz! Za to najmłodszy, bo ja trzech synów mam, który ma 18 lat to lodówki nie zamyka. A chudy jak patyk! Innemu, gdyby to jedzenie co on dziennie zjada, spadło na nogę to by zmiażdżyło. A po nim NIC nie widać.

Tak sobie na rynku pogadałam :) Wspaniała i pozytywna taka pogawędka przy śliwkach i fasolce :)

<>><<>

Poszliśmy wczoraj na spacer na PIERWSZE KASZTANY. Panny chciały. I mamy kilka tych najcenniejszych! Biało-łaciatych.

16:51, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 sierpnia 2016

Pamiętacie jak pisałam Wam kiedyś o fotografowaniu ludzi, którzy układali się litery albo słowa?  Gdzieś to miałam zalinkowane, kto ten nurt rozpoczął, ale TERAZ nie znajdę. Ważne, że układanie napisów z "LUDZI" przyjęło się bardzo dobrze. Układają SIĘ "zieloni", miłośnicy Papieża i Amnesty International. Efekt jest zawsze super, a w sumie to jak leżysz z dzieciakami nad wodą (a ja znowu leżę) to nudno i każdy pomysł na zabawę jest na wagę złota. Wystarczy aparat i kawałek niezaludnionej przestrzeni. Na warunki wakacyjne wystarczą dwie osoby z selfie stickiem. Taką np. literę "A" można zbudować prostując do siebie ręce. Ale oczywiście im NAS więcej, tym lepiej! :)

DZIŚ napisaliśmy LATO!


Bo znowu plażujemy :)



19:47, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 sierpnia 2016
  • Weź pożycz żywołapkę.
  • A co, masz myszy?
  • Jedną na pewno. Nawet się do niej przyzwyczaiłam, ale dzieciaki z wakacji wróciły i koniec naszej przyjaźni.
  • Wiesz jak to działa?
  • Domyślę się, ale jak pokażesz to będzie lepiej.
  • Tu naciągasz, tu nabijasz... Co tam słychać? Widzę, że ćwiczysz? Ramiona masz nieźle przypakowane.
  • Ja tego nie widzę, ale coś tam rzeczywiście robię.
  • A jak faceci na treningach?
  • Jest na co popatrzeć.
  • Kiedyś spotykałem się z jedną instruktorką fitnessu. Jeszcze w poprzednim życiu. Strasznie była głośna. Zawsze trzeba było okna zamykać.
  • To sąsiedzi musieli Cię nienawidzić.
  • Tak myślę, że ona na siłowni jak ćwiczyła to też dużo hałasu robiła.
  • Coś może w tym być... Jak z tenisem. Każde uderzenie podpierasz dźwiękiem. I efekt jest lepszy.

Polubiłam tę moją mysz i nie chciałam tak radykalnie tej znajomości kończyć. Żywołapki/pułapki koszowe/humanitarne pułapki/ na myszy możecie jak ja, pożyczyć od sąsiada (sąsiedzi są tacy eko-beko-wego friendly i mają  takie wynalazki) albo kupić w OBI, czy o połowę taniej w Juli. Baaaardzo duży ich wybór jest też na All (i stamtąd ja moją będę kupować, bo chyba lepiej mieć własną jakby co). Taką złapaną na boczek (lepsze to niż ser) mysz wynosi się potem na pole i wypuszcza. Jak idziecie to robić z dziećmi to zabieracie od razu całą wyprawkę dla myszy ;)), żeby ona głodna w tym polu nie była. Btw. Moją łapkę nabiłam kawałkiem kotleta i grubym plastrem smalcu... Coby do rana z głodu nie padła ;))



22:03, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
środa, 17 sierpnia 2016

-Expanse, s01e01, serial o zimnej wojnie w przyszłości; właściwie to nie polecam

Zaraz sfiniszuję kolejny serial, bo prasuję i prasuję. Chcę to skończyć, bo jedziemy do dziadków. Łucja w tym roku, w lecie u nich NIE była (bo była na koloniach), no a ma jeszcze ma być kilka ciepłych dni w tym roku. Wpadliśmy tylko wczoraj do sklepu po I-szą część wyprawki, czyli zeszyty, okładki na książki (skoro podręczniki mają mieć refundowane przez Państwo to pewnie są wieloletnie i będzie taki obowiązek by je obłożyć). Panny wyrwały sobie też po kolejnym zębie i jako Zębuszka NIE BYŁAM tym razem przygotowana (nie można tak dzień po dniu gubić ;)

Ale zrobiliśmy rano nasz FOTO-PROJEKT, rok po roku. Raz w roku układam drożdże w tej samej konfiguracji, na tej samej pościeli, ubieram w stroje te same, lub podobne i KAŻĘ zapozować. Lubią to i zawsze jest przy tym dużo śmiechu :)

Jakby nie było, tradycyjne porównanie ;)

2012

2016

13:05, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 sierpnia 2016

Równolegle do Rio Nike urządził własną Olimpiadę. Wyposażył nas w koszulki, gdzie Nike-owa łyżwa jest w kolorach Rio i urządził nam lekkoatletyczne ćwiczenia odbywające się co kilka dni.

Wiem, że tłukę o tym w kółko, ale te zajęcia są naprawdę niewyobrażalnie fajnie. W piątek wieczorem mieliśmy pięciobój. To było zabawne, bo np taki skok w dal, drugi, miałam zdecydowanie lepszy niż pierwszy (5; 7,5) i jedna z pacerek, która mi zapisywała wynik na kartce z wynikami powiedziała: "Jak poćwiczysz do rana, to możesz jechać do Rio. Na pięciobój kobiet jeszcze zdążysz" (bo to w niedzielę było). Do Rio jednak, jak wiecie, nie pojechałam, ale pojadę. Kiedyś.... Ale na Karnawał! Cały świat mnie zobaczy wtedy ubraną wyłącznie w pióra (miejsca na platformach z pewnością można kupić ;)

I jeszcze jedna akcja była niezła. Jak biegliśmy, podzieleni na grupy (na podstawie tempa biegowego) to na schodkach po drodze siedzieli łowcy Pakemonów. Dużo ich było. I jak zobaczyli, że my biegniemy to się zerwali dokąd MY biegniemy :)) Strasznie mnie to ubawiło. Inna sprawa, że jak opowiadałam o TYM dziś dzieciom to Łucja do mnie powiedziała:

  • Wiesz, że masz w domu łowców Pakemonów?
  • Nie.
  • Mamy 42 złowione Pakemony. Nasz nik to Pokeloopki. Mamy też jaja.

I to jest już dla mnie Enigma :))

Czekałam z tym wpisem na zdjęcia. I zdjęcia są, ale na flickerowej galerii z której nie można ich pobierać. Jak wiecie, unikam lokalizatorów miejsca, a one tam są oczywiste i ja nie mam jak tego wykadrować. Tym niemniej jednak jestem TAK strasznie dumna z tego piątku, że na twitterze linkuję Wam tę galerię. 

Archiwizacyjnie dodam tylko, że rzut kulą miałam na.... 5 metrów :))  Jak widzicie rozgrzewkę zapewnili nam tancerze Samby, a na zawodników czekał potem open bar.

<><>

Niżej wklejam Wam fotki z innego treningu. Takiego na stadionie. Lało jak z cebra, a my ćwiczyliśmy. Też było extra.

Ja to tam zmoknięta postać mniej więcej po środku. W szarych spodniach :D Wyżej też widać moją pupę. Szara po lewej ;)

I znowu po lewej. Czerwona jak cegła.

I Victory!

I zakończenie zabawy!

16:17, lemon-granita
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Są, wróciły. Rano. A tutaj cd galopu. Ostatni dzień długiego weekendu to unikalna okazja do zaległych urodzin. Piątych jak to później wyliczyliśmy. Piątych dziesiątych Łucji. Pierwsze to były babeczki do szkoły, potem Powitanie Lata, potem 2x z tatą na wakacjach, no i dziś z dziadkami i wujkiem. Po drodze gdzieś był 12-sty sierpnia i wtedy panna dodatkowo była zalana esemesami z całej Polski ("przysłały mi dziewczyny, które poznałam na koloniach, a jedna jest z Krakowa, a druga z Katowic").

Sto, sto lat!

Za dużo tego świętowania i muszę te party jakoś przeorganizować. Był tort, był obiad u dziadków i były prezenty. O jednym bym chciała Wam więcej opowiedzieć, ale to prezent techniczny i dopóki nie nauczę się obsługiwać i obrabiać tego co dzięki temu można zrobić to nic Wam nie powiem. Siedzę teraz i próbuję się nauczyć.

Tort był piękny i smaczny, ale okazało się, że nie ma monolitu w świeczkach więc każda była inna. Były gwiazdki i był wulkan, bo jakby tu nie mówić wchodzimy w etap nastoletności. Samoocenę panna ma wysoką, więc może jakoś ten trudny okres przetrwa.

  • Łucz, a patrzyli się Ci Włosi na Was, że tacy ładni jesteście?
  • Tak. A na mnie się dużo chłopaków patrzyło.
  • Ale jakich chłopaków?
  • Takich 11-12 lat. I aż się oglądali za mną.
  • Nigdzie się tak człowiek nie dowartościowuje jak we Włoszech ;)

<><>

Muszę je powoli wyregulować przed szkołą, porządkuję aparat ze zdjęciami i wakacyjnego Mieszeczka mogę Wam jeszcze szybko wrzucić!

21:58, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 148

Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers