RSS
czwartek, 16 sierpnia 2018

Jak CO ROKU, ułożyłam towarzystwo na łóżku, wyjęłam rozkładaną drabinkę (by uzyskać lepszą perspektywę ;) i zrobiłam Z GÓRY zdjęcie. W tej samej konfiguracji lądują zawsze w lecie, co 12 miesięcy i w ten sposób widać czy rosną :) Ubranka są dużo za małe, ale na RAZIE jeszcze je jakoś na siebie wciskają (oprócz bodziaka Mieszka, który został zastąpiony dawno temu).

A tak BYŁO w 2012:

<>

Byliśmy zerwać polne kwiaty (żółte) na polach i też Wam je pokażę, bo SĄ piękne! Tuż obok wazonu stoi sok malinowy. Jak pojechałam na Festiwal Języka Polskiego to byłam w domu mojej babci, gdzie urzęduje wujek ze swoją rodziną. Weszłam do kuchni, a tam cała kuchnia zastawiona takimi małymi buteleczkami z czymś czerwonym...

  • Ula, co to takiego?
  • To sok malinowy. Poprosiłam Tomcia, żeby mi takie małe buteleczki kupił.
  • A czy ja mogę sobie taką jedną wziąć?

I dostałam :) A jak dzieci przyjechały i ją odkryły, to pierwsze co zarządziły to OTWÓRZMY :) Tak też się stało!

<><>

Jutro rano jedziemy na krótkie wakacje. Ciepło ma być jeszcze przez tydzień, więc na szybko postanowiliśmy błyskawicznie wyjechać. Wyjazd o siódmej rano, a wracamy we wtorek!

12:05, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
środa, 15 sierpnia 2018

Dwunastka to cyfra kobiet. Za tą cyfrę ścigano czarownice, a to że cykl lunarny związany jest z kobietą od zawsze budził niepokój wyznawców systemu dziesiętnego :) Z dwunastoma cyklami w ciągu roku związana jest płodność. Dwunastka to symbol doskonałości, niezmiennych cykli natury i życia, a także ponownych narodzin. Starożytni wszystko mierzyli w 12-stkach. Doba to w końcu dwie dwunastki! Gdyby się głębiej zastanowić, to NAWET ciąża jest 12-stką, bo najpierw jest te 9 miesięcy z brzuchem, a potem SĄ trzy miesiące połogu, który nazywany jest czasem "ciążą poza brzuchem", bo matka z dzieckiem są nierozłączni.

U Łucji dwunastek jest więcej. Jej dwunaste urodziny minęły dwunastego sierpnia, czyli w NOC Spadających Gwiazd (znowu kosmos). To cudowny zbieg okoliczności. Jak będzie większa będzie mogła urządzać swoje urodziny połączone z tym wydarzeniem. Btw. gdzieś po drodze mignęły mi ostatnio obchody Perseidów w ruinach zamku. Bomba! W takim miejscu panna może zrobić sobie kiedyś urodziny!

Pierwsze tury (dla koleżanek i klasy) były jeszcze w czerwcu, kolejna była z tatą, a korzystając z tego, że wszyscy po mojej stronie akurat byli na miejscu, DZIŚ odświętowaliśmy je po raz kolejny!

Tort przywiózł mi znajomy. Trzy miesiące temu otworzył cukiernię, specjalizuje się w deserach włoskich, pracownię ma co prawda daleko, ale przywiózł mi do domu. To tata kolegi Liliany. Zadzwoniłam do niego w poniedziałek i on powiedział: we wtorek wieczorem po pracy Ci przywiozę. Tort były pyszny, więc będziemy u niego zamawiać więcej! :)

Panna ma jest wspaniała. Dojrzała i rozsądna. Mądra i wrażliwa. Czasem się boję, że za mało ja mogę osłonić przed światem, ale musi dać radę. Ta taka moja "mała mama", bo zarządza rodzeństwem gdy nie ma mnie obok, a czasem nawet gdy jestem :) Jest pilna i pomysłowa. Ostatnio okazało się, że próbowała się uczyć francuskiego. Tzn. kojarzyłam, że ściągnęła sobie apkę i coś tam dłubała, ale gdy przyszła próba konfrontacji to okazało się, że coś złapała :) Lubi czasem podręczyć Mieszka, ale on ją uwielbia i dziś rano ON mnie obudził, żebym mu pomogła zrobić prezent dla Łucji :)

20:31, lemon-granita
Link Komentarze (5) »
wtorek, 14 sierpnia 2018

Gdzieś wyczytałam ostatnio, że okazało się, że żołnierze w Iraku mieli taki sam poziom stresu jak matki. Lekki sen i niesłabnąca czujność. Albo na odwrót, że zmierzono, że matki mają taki sam poziom stresu jak żołnierze wracający z Iraku. Lekki sen pomimo zmęczenia i nieustającą czujność przez całą dobę... Niezłe.

Nad morzem widziałam taką scenkę: Siedzieliśmy w szkole, gdzie serwowano obiady i przy stoliku obok siedziały dzieciaki. Grupka. Wiekowo to takie wczesne liceum (?), ale może po prostu młodo wyglądali i byli to 19-latkowie? Wśród nich była dziewczyna, która była absolutnie piękna. Na pewno kojarzycie ten typ, który wszystko ma idealne. Piękną cerę, błyszczące włosy, wielkie migdałowe oczy o niezwykłym kolorze i jakiś taki spokój. I ona siedziała z bobasem na kolanach. Był w tej ekipie tata tego chłopca. Ładny, muskularny, identyczny na twarzy jak ten maluch. Reszta towarzystwa to były pryszczaki. I ta dziewczyna miała w sobie taką czujność matki. Ja nie wiem kiedy ona się u nas pojawia, ale jak to małe machało widelcem, to zanim złapało go w ręce ona wiedziała, żeby się odchylić. Mikrosekundy przed zrzuceniem odsuwała szklankę w kompotem i chociaż dzidziuś próbował złapać jej jedzenie, to ona była czysta. Patrzyłam na nią z taką fascynacją, że taka cecha u niej też się pojawiła.

Jak z domu gdzie jest jakaś określona liczba domowników (liczba dzieci), któreś wyjeżdża CZUJE się to. I nie ma znaczenia ile ich jest. Czuje się gdy na kolonie wybywa jedno z trójki i dwójka z piątki. I ci co zostają funkcjonują inaczej. Nie do końca wiedzą jak i mają problem z odnalezieniem się. Dla mnie każdorazowo jest to okres trudny. Jednego wieczora było tak źle, że aż mnie to zdziwiło i zaczęłam się zastanawiać kiedy ostatnio tak było... I wyszło na to, ze na święta. Btw. chyba nie jest to zły wynik, że rozklejam się raz na pół roku. Wydaje mi się, że sporo osób ma takie dołki częściej.

<><>

Mam je już te moje gluty :) Sztuk trzy i już śpią. Jutro omówię z nimi co robimy przez te ostatnie dwa tygodnie wakacji. Na polach zbierają się bocianie sejmiki i ruszają te wielkie ptaki w podróż... A w Bieszczadach zaczynają kwitnąć ziemowity, co oznacza szybką i długą jesień. Lubię jesień :)

22:50, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Dawno temu (20 lat?) jechałam z bratem na wakacje. Jechaliśmy przez Szwajcarię i zdarzyło się tak, że gdy wjechaliśmy do nasto kilometrowego tunelu jakiś sygnał zagłuszył wszystko. Wyłączył radio, a może nawet cd i w kółko podawany był jeden komunikat w różnych językach: Zwolnij, przy wyjeździe z tunelu stłuczka. Duże to na nas wrażenie zrobiło.

Druga sytuacja miała miejsce 2 lata temu. Sąsiad z osiedla miał zawał i przyjechała karetka, która stała pod bramą osiedla i wyła. Byłam po środku i wołam do Łucji: biegnijmy otworzyć bramę, ale zanim dobiegliśmy ktoś już otworzył.

 

Wszyscy, którzy znaleźli się w pasie zagrożenia wichurami otrzymali w piątek esemesa. To dość szeroka grupa osób we wschodniej i południowej Polsce. Ja akurat jechałam do miasta chrząszcza i też mnie to objęło. Sms-Alert RCB, rządowego centrum bezpieczeństwa, o tym że nadchodzi zmiana pogody. Bardzo byłam tym podekscytowana, przepytałam też rodziców czy dostali i równieć do nich do przyszły. Najpóźniej do Krzycha, który dorobił do tego teorię, że widocznie emerytom nie wysyłają, bo ci siedzą w domu. :/ To jest efekt dramatycznej sytuacji, która miała rok temu, gdy do obozu w lesie nie dotarła informacja o zmianie pogody. System uruchomiono w grudniu, a teraz wysłano 1 esemesa. Docelowo ma być to wysyłane powiatami a nie województwami, bo teren zagrożenia można wtedy precyzyjniej określić.

Dlaczego o tym piszę? Bo wokół tego jest niezły dym i namnożyła się cała masa mitów. Po pierwsze o nasze ukochane rodo, które nie ma z tym nic do rzeczy, bo esemesy dostarczone zostały do WSZYSTKICH nadajników na określonym terenie i nikt nie wgryzał się w dane. Poszło do komórek, które nawet nie muszą być zarejestrowane na tym obszarze, po prostu zalogowały się do sieci w strefie potencjalnych klęsk żywiołowych. Po drugie są nabzdyczeni rodzice, czy ich dzieci muszą na telefony, często prepaidy, dostawać takie wiadomości?? Tak, muszą. Dostają WSZYSTKIE telefony, a być może na takich właśnie koloniach, one zawiadomią osobę dorosłą. I trzecie: czy będą te esemesy CZĘSTO otrzymywać? Sory, ludzie dostają esemesy z Biedronki (ja), a przeszkadza im jeden esemes raz na pół roku??

Btw. U mnie na osiedlu w tym roku zainstalowano system awaryjnego otwierania bramy. Wszystkie zamknięte osiedla to wprowadziły. Policja, straż pożarna i karetki mają uniwersalne piloty, które otwierają bramy wszystkich osiedli. Też o to było zamieszanie, że to może w niepowołane ręce wpaść. I to jest ta SAMA sytuacja. Ten zgromadzony majątek nie jest wart więcej niż ludzkie życie.

Podoba mi się, że takie coś wprowadzono.

10:26, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 sierpnia 2018

- Eustachy Rylski

Od niedzieli do soboty odbywał się w mieście chrząszcza najważniejszy festiwal literacki w Polsce, czyli Festiwal Języka Polskiego. Byłam tam dwa lata temu, rok temu nie dałam rady, a w tym roku załapałam się na dwa dni. Creme de la creme polskich pisarzy i literatury. Warsztaty, spotkania, dyskusje. Rylskiego nic nie czytałam, ale on ma tak niezwyczajny poziom erudycji, że teraz muszę. Za to Stasiuk mnie rozczarował. On realizuje swój plan ekstremalnego literackiego podróżnika na wschód, btw. ma teraz zespół i na jesieni wybiera się do Donbassu, grać na linii frontu, ale w formie dialogu, to mierny z niego mistrz retoryki.

Jestem przeładowana słowami, ideami i tym jak można patrzeć na świat. Sama impreza rozwija się i jest coraz wspanialsza. Codziennie były również pokazy filmowe polskich powojennych arcydzieł. Przyczepię się do bazy żywieniowej, która jest licha. Kawałek dalej, w Janowie, były Gryczaki, czyli święto kaszy, gdzie nakupowaliśmy bardzo wielu i bardzo różnych pierogów biłgorajskich i gryczaków i nie rozumiem dlaczego impreza nie mogła się odbywać BLIŻEJ. Nawet zwykłe food trucki były by przydatne.

Sytuacja niżej jest mistrzowska :) Stasiuk zabrał Nogasiowi mikrofon, żeby kłócić się z Rylskim o Ukrainę. A w pierwszym rzędzie na przeciwko Rylskiego siedział Myśliwiecki, który się z tego śmiał :) Btw. Nogaś, to dziennikarz, który ma ogromną literacką wiedzę, ale co lepsze przytoczył taką zabawę gdy ze znajomymi wyobrażali sobie piekło. I wygrał ten, który wyobraził sobie Stasiuka na All Inclusive w Egipcie, bo ten gardzi turystyką zorganizowaną. To też jest niezłe, bo świadcza, że obraca się w świecie ludzi, gdzie wszyscy nie tylko czytają, ale rozróżniają też specyfikę i obsesje pisarzy.

Ale żeby nie było tak patetycznie zabawny akcent ;) Krzesełka na których się tam siedziało, pochodziły z budynku szkoły. Jak zaczynał się kolejny panel rozmów/w innym miejscu, to każdy sobie te krzesełka niósł. A te krzesełka to szkolne były... I jak to na szkolnych krzesełkach RÓŻNE rzeczy uczniowie sobie na lekcjach malowali... :D Btw. NIE sprawdziłam CO było namalowana na MOIM!!!

W plejadzie wydarzeń  towarzyszących była też (na klimatycznym poddaszu) wystawa malarstwa Karpowiczów. To tacy Kossacy Roztocza.  Każdy malował inaczej, ale mnie rozwaliło malarstwo Katarzyny, która malowała w takich duchu prymitywizmu. Żeby było lepiej, poznałam ją, to okazała się być 28-30 letnia, hipnotyzująca dziewczyna. No więc kiedyś kupię sobie jej obraz. KIEDYŚ.

14:42, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 sierpnia 2018

- Ostre przedmioty, s01e03. Taki nierówny ten serial, ale scena randki przy parkingu mistrzowska.

 

Przekopałam szafki w kuchni rozmieszczając molowe pułapki. Wywaliłam pewną ilość przypraw: nie wiem po co mi ziarno kozieradki oraz suchy czosnek niedźwiedzi, bo chyba nigdy ich nie użyję oraz mieszanki. Tak naprawdę z mieszanek używam tylko garam masali, więc po co mi zestawy przypraw do ryb?? Uporządkowałam gospodarczy, a w szafach odzieżowych po prostu porozkładam preparaty. Zachciało mi się porządkować ogródek i energię przekierował TAM. Porządkując ziemię pod rododendronami znalazłam zabawkę Sziwy, która musiała tam leżeć ze dwa lata... Chwilę na nią patrzyłam, podsypałam ziemię, wymieniłam korę i wsadziłam ja tą z powrotem. :) To dobre miejsce. Jakoś tak o tej naszej psie ostatnio nawet myślałam. Nad morzem, na kwaterze okazało się, że w formularzu do rezerwacji było, że będę z 6 miesięcznym labradorem. I mówię, że NIE. Że owszem BYŁ labrador, ale nie 6 miesięczny, więc może gdzieś jakiś chochlik wpisał, bo psa z nami nie ma. Niemniej jednak mieliśmy wielki pokój ze specjalnie wydzielonym miejscem na duże psie legowisko i tak sobie myślałam, że morze by się Sziwie podobało. Chociaż lata nie znosiła.

Do przybycia dzieci zostało mi jeszcze szorowanie ścian, znalazłam małą śnieżkę, więc tam gdzie nie doczyszczę jednak podmaluję oraz mycie okien w kuchni, bo letnie muchy je zabrudziły. Ale to od poniedziałku, bo jutro rano znowu na chwilkę wyjeżdżam. Do niedzieli. W niedzielę wracam, pamiętajcie, że 12-go macie Noc Spadających Gwiazd i zaplanujcie sobie jakiś plener z leżeniem pod gwiazdami!

14:36, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 sierpnia 2018

- Newsweek

Tak sobie myślę, że tegorocznym hitem wakacyjnych destynacji jest znowu północ. Owszem, spora grupa pojechała z początkiem lata do Bułgarii, kilkoro miłośników nietypowych miejsc urlopowych eksplorowało Macedonię albo Czarnogórę, ale najwięcej znanych mi osób uciekało OD SŁOŃCA. Norweskie fiordy, Dania (Borhnolm ;) albo Szwecja. Mój trener pojechał do Normandii, na północy Francji. Wrócił zachwycony. Owszem dużo snobów i strasznie drogo, ale kupowali w Kerfurze mrożone pizze po 3 Euro i dali radę (urocze :)

Natomiast jedna moja znajoma pojechała na Islandię. I katuje nas takimi pięknymi zdjęciami (z trekkingu, miast portowych albo kąpieli jej, ślubnego i ich synka Kaspiana) że to to jest aż niesprawiedliwe. Kilka Wam wkleję, możecie też skoczyć na jej stronę: http://www.packyourbags.org . To jest niesamowita osoba, która postanowiła przebudować swoje życie, postawić wszystko na jedną kartę i udało się jej! :)

<>

Btw. system w kwestii wakacyjnych kierunków rozwalił mój drugi trener. Pojechał na ten Hel, nudził się oglądając Watahę, a tu bach - WTEM poleciał do Bollywood. Nie do Indii, ALE do BOLLYWOOD. Tzn. to w Indiach, ale chodzi o CEL. Nie wiem co on robi w tej największej wytwórni filmowej świata, może dlatego zapuścił brodę, ale jeśli wkręci się do Indyjskiego filmu, to mu przypomnę, że kodeki do Hbo ma ode mnie i JA TEŻ chcę te miliony zarabiać!!! :D

12:49, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 sierpnia 2018

Dzień po-powrotowy to na ogół różne zaległości. Rozwiesiłam pranie z nocy i nastawiłam kolejne. Odebrałam magiel z pralni, zamówiony dla Mieszka tornister z poczty i jakieś tam zaległe urzędowe coś załatwiłam. Na poczcie zaginęła jedna moja przesyłka, ale panie obiecały ją znaleźć i właśnie dzwoniły, że znalazły! (mam cudowną pocztę :D) Po drodze na trasie tej objazdówki wpadłam do sklepu i mam KILLER-SET do walki z molami. Wczoraj w łazience zabiłam kolejnego, więc czas wytoczyć konkretne działa. Koty już są. Wieczorem zapowiedziałam się na siłowni, więc muszę tylko jakiś obiad sobie skombinować... Kasza podsmażana z boczkiem będą chyba idealne, tym bardziej, że ruszę półkę mąkowo-kaszową...

Zaczynam!

16:44, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 sierpnia 2018

Ustka ma świetnie rozwiniętą sieć rowerową. Gdzieś mignęła mi cyfra 130 km, ale nie wiem jakiego obszaru wokół miasta dotyczyła... Tym niemniej jednak jest GDZIE jeździć. Nadmorskie ścieżki po wydmowych lasach tworzą taką sieć labiryntów, że co chwila się gubiliśmy i wypadaliśmy w... tym samym miejscu :) No dobra, pierwszego dnia nam się tak przydarzało. I zrobiliśmy na tych rowerach naprawdę duużo kilometrów.

Ustka to również fantastyczne miasto z szerokimi plażami, które NAWET w niektórych fragmentach są pustynne. Nie ma tłoku, pożarłam kilka ławic smażonych flądr (uwielbiam tę rybę i tylko nad morzem mi smakuje) i nawet pojechaliśmy pewnego razu na kolację do Śledziowej Zagrody gdzie wszystko było ze śledziami. Obie te (RYBIE) atrakcje były by nie do zrobienia z dziećmi. Smażona ryba "śmierdzi", a śledzie ogólnie są obrzydliwe...

 

Bo, wypadło w tym roku, że jedziemy nad morze. Jeziora były rok temu, no a nad morzem JESZCZE nie byliśmy. I po raz drugi tego lata powtórzę, że nad naszym morzem jest cudownie!!! I chciałabym tam za rok pojechać z dziećmi! Obczailiśmy domowe obiady serwowane w pewnej szkole, więc nawet znam punkty, gdzie mogłabym je karmić. Bardzo nam się udało miejsce noclegowe i tu TEŻ dogadałam się już z właścicielką, że za rok mnie z dziećmi przyjmie.

Był spływ rzeką Słupią. To taka rzeka inna niż mazurskie: szybka i bardzo trudna. Zupełnie nie oczyszczona, wiec raz po raz łódka stawała nam bokiem i mieliśmy problem z pokonaniem przeszkody. Głęboka, ale malownicza. Fantastyczny jest moment, gdy zaczyna się mieszać woda słodka ze słoną i zmienia się roślinność na brzegu. No i niezła jest akcja gdy nad kajakami zaczynają latać rybitwy. Btw. To są wielkie ptaszyska!

A jak było? Dobrze :) Jerzy to taki  niekłopotliwy kompan, który chce spełnić moje wszystkie życzenia i pomysły. Fakt, nie czyta książek. Bo "wk.wia" go, że musi zakładać okulary i "gdy zaczyna czytać myśli o czymś innym i traci wątek" :) No więc gdy ja pochłaniałam Maryninę ("Płotki giną pierwsze"- dobre) oraz Kredziarza (świetne), on wbiegał i zbiegał z wydmy; robił brzuszki: dwie serie po 480 (nie wiem skąd ta liczba); turlał się Z wydmy oraz zastanawiał KIEDY fale ustaną na tyle, że będzie mógł popłynąć ZA żółtą boję. Ach, zasypiał również na słońcu, więc ON opalił się na czerwono :D

W drodze powrotnej zajrzeliśmy do Torunia. Na pierniki, kawę i ciastko z bezą. I taki letni Toruń jest zupełnie inny niż zimowy gdy jeździłam tam z dziećmi. Cały rynek jest zastawiony ogródkami kawiarni i życie na nim tętni. Też warto tam zajrzeć latem!

Wyżej "nasza plaża" w samo południe, niżej KAWA. Jerzy od 20 lat zaczyna dzień kawą, na której spotyka się z kumplami. Tu kumpli nie miał, ale ja też kawę lubię! Najlepszą podawali w porcie, przy marinie, 30 metrów od morza.

Widok z latarni (tak, weszliśmy na nią i my...) w dal i w dół: na nasze rowery. Zostawialiśmy je czasem przypięte na 4 godziny i zawsze stały gdy wracaliśmy. Duże brawa dla miasta za taką sytuację! Ścisłe centrum miasta to zakaz ruchu również rowerowego, więc przypinaliśmy do latarni, albo znaku drogowego i one tam czekały.

Niżej symbol Ustki, czyli Syrenka. Jest ich nad Bałtykiem dwie. Jedna w Kopenhadze, druga w Ustce. Legenda głosi, że były TRZY siostry. Dwie zostały nad Bałtykiem, trzecia wpłynęła do Wisły i osiedliła się wiadomo gdzie.

Oczekiwanie na koniec fal :)

I wbieganie na wydmę...

Rejs statkiem - to nie był MÓJ pomysł.

I jeszcze full romantic... Sie ma to udo...

I dwa razy ptaszyska!

I na zakończenie TORUŃ!

20:55, lemon-granita
Link Komentarze (5) »
środa, 01 sierpnia 2018

- Biała Księżniczka - b.przyjemny serial o Tudorach :)


Pojechały! Panny kazały się rano uczesać w KOCZKI (żeby im gorąco nie było) i razem z bratem rozpoczynają wakacyjną TURĘ Z TATĄ! Mają do mnie wpaść za tydzień na wymianę garderoby, ale wracają na dobre za DWA tygodnie. Co ja będę robić?... W ogródku nie zaszaleję... Jest taka susza, że ani nie wkopię bzu, który chce mi dać Lutka (bo się nie przyjmie), ani nie ma co kosić trawy, bo im dłuższa tym lepiej znosi suszę. Ścian raczej też nie będę podmalowywać. Dzieci są jednak coraz większe i mniej brudzą. WYDAJE mi się, że wystarczy jak je umyję. Mam kilka takich zawodowych planów i będę próbować je pozałatwiać. No dobra, mam mole :/ Zabiłam jakiegoś w kuchni i jakiegoś w sypialni, czyli czeka mnie przegląd przypraw, mąk i makaronów, oraz tej części garderoby, do której na ogół nie zaglądam, czyli czapek, szali i obrusów.

Ale to od WTORKU, bo JUTRO rano wyjeżdżam i ja: z Jerzym, na tradycyjne kajaki. Dziś muszę się jeszcze zapakować i zajrzeć do sąsiadki, by podeszła do kotów jak mnie nie będzie. Chcę też kupić Mieszkowi plecak - już wybraliśmy, więc tylko muszę zamówić. Gość dostał też rano nowe buty, bo jak je wczoraj wieczorem rządkiem ustawiałam, to odkryłam, że w starych zrobił dziurę w pięcie :/ I było by nieźle gdybym wiedziała jaki będzie mieć rozmiar stopy w PRZYSZŁYM roku, bo ceny TERAZ na wyprzedażach to jakieś 20% tego co na w czerwcu...

Wrzucę Wam jeszcze fotki z wczorajszych warsztatów garncarskich, bo właśnie do mnie przyszły :)

13:57, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
wtorek, 31 lipca 2018

Pojechaliśmy na II-gą turę warsztatów garncarskich (tego lata musimy ich odwiedzić raz jeszcze, na szklenie wyrobów), a wracając podjechaliśmy do nowo otwartej lodziarni z tajskimi lodami. Teraz leżymy. Gorąco, więc obiad będzie minimum (fasolka, pieczywo i ogórki kiszone od Lutki, które dzieciaki pochłaniają słoikami). Zbieramy siły do kolejnej wakacyjnej rundy!

Nie wiem czy zaglądacie na bloga Łukasza Orbitowskiego, ale napisał rano fajną rzecz. Wpisy wrzuca raz w tygodniu i są dość osobiste. Od jakiegoś roku ma druga połowę, która podobnie jak on ma 10-letniego syna. Leży właśnie na łódce na Mazurach z tymi wszystkim ważnymi dla niego ludźmi i jest szczęśliwy. Napisał, że myśli o tych wszystkich wielkich tematach, które go zaprzątały i że już go nie dotyczą. To zabawne jak wiele życia mi zeszło na jałowych przemyśleniach o Bogu, Polsce, świecie, moralności, kondycji ludzkiej, moim i twoim powołaniu do celów zapisanych w życiu. To samo mówiła Kora w swoim ostatnim wywiadzie. Że ludzie myślą, o takich kwestiach: Bóg, Ojczyzna, Obowiązek, a liczy się człowiek. Tu i teraz. I że mało cieszymy się tym co mamy. Bardzo to wszystko trafne.



15:04, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 lipca 2018

- ja do Lutki, która zmartwiła się jak z TYM (co panny mają na włosach niżej) myć włosy :)

Zamarzyły się Łucji warkoczyki na włosach... Już rok temu, jak byliśmy nad Białym. I nawet podjechaliśmy WTEDY ostatniego dnia, ale akurat tych dziewczyn co to robiły nie było... A tu okazało się znaleźliśmy punkt gdzie ROBIĄ! :)

Właśnie wróciliśmy do domu. Koty czekały pod drzwiami (OBA) i nawet ZGODNIE. W bonusie załapaliśmy się wczoraj na mszę z chrzczeniem aut (św. Krzysztofa) i mamy poświęcony samochód :)

<><>

Łucja skasowała na komórce musicali bo się jej wieszało i nowym auto-czasozabijaczem są quizy. Są straszne :) Np. wybiera zdjęcie najbardziej tajemniczych drzwi, odpowiada na pytanie, który przedmiot jest jej ulubiony, potem jeszcze naście równie oderwanych od siebie i wychodzi jej JAKI WIANEK do niej pasuje. ???? Tym razem spodobał jej się test JAKIE JEST TWOJE SZWEDZKIE IMIĘ? Zrobiła sobie i Mieszkowi (Astrid i Nils) i zaczęła robić Lili.

  • Lila, wybierz obrazek, który Ci się podoba. NIE TEN, bo znowu nam wyjdzie to samo!
  • Ten.
  • Dobrze... Jaki masz kolor oczu.... Jaki masz kolor włosów... Jaki smak lubisz?
  • A JAKI Ty wzięłaś??
  • Ja wzięłam kwaśny, a Mieszko słodki.
  • To ja wezmę gorzki.
  • Wyszło, że IDA! :)
20:18, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 lipca 2018

U dziadków się wyspaliśmy i... umyliśmy. Tym razem nasze lubelskie lokum okazało się być hotelem robotniczym na przedmieściach, zatłoczonym i zdominowanym przez przybyszów ze Wschodu. Na osiem, 3 i 4 osobowych, pokoi była jedna łazienka, a życie zaczynało się o 5:30. :) Bywa i tak... NIE bywaliśmy tam za często.

Czyści, wyspani i pachnący ruszyliśmy rano do wujka na Roztocze! Tu jest cudownie! :)) Widzieliśmy płynących Wieprzem kajakarzy, dzieci zrobiły sobie ice-challange, kto wytrzyma dłużej stojąc bosymi nogami w lodowatym źródełku i odwiedziliśmy pracownię jednego malarza.

<><>

Muszę też archiwizacyjnie dodać, że w nocy z piątku na sobotę wiedzieliśmy ZAĆMIENIE KSIĘŻYCA. Nie złapały tego komórki i aparat, ale szukam zdjęć w necie, bo dużo ludzi obok nas TO fotografowało. Czerwony księżyc unosił się nad Starym Miastem, my świeżo wyszliśmy z pokazów i było mistycznie.

22:47, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 lipca 2018

Ta impreza jest super!

Tradycyjnie już ruszyliśmy na Karnawał Sztukmistrzów do Lublina. Rok temu byłam tylko z Mieszkiem, bo panny były na koloniach, ale w tym roku udało się z całą trójką. Do wyjazdu przygotowaliśmy się. Większość karnawałowych wydarzeń zaczyna się od południa, więc porezerwowałam nam miejsca w innych lubelskich atrakcjach. I jeśli będziecie jechać też Wam tak polecam, bo do większości TYCH miejsc, bez rezerwacji NIE wejdziecie. Z pomocą przyszedł TEN blog, na podstawie którego ułożyłam trasę. Znalazły się na niej: Muzeum Cebularza (byliśmy już w Muzeum Piernika i Muzeum Rogala Świętomarcińskiego i to jest świetne!), podziemia pod starym miastem i Kaplica na zamku. Kaplica jest niezwykła, polichromie są bardziej bizantyjskie niż chrześcijańskie, a ze względu na wartość fresków wpuszczane są niewielkie grupy turystów. Mieliśmy też wejściówki na jeden biletowany show karnawału. Nieplanowanym miejscem odwiedzin było Lubelskie Centrum Konferencyjne, tuż obok którego serwowano najlepsze śniadania świata (piętrowe pancakes z malinami, chałki smażone na miodzie serwowane po żydowsku z boczkiem i chrupiące musli z jogurtem w długich pucharkach). Budynek ze szkła i stali ma 9 kondygnacji (6 nad ziemią), po których można się bezpłatnie przemieszczać. Na samej górze jest ogromny zielony taras widokowy, na 4 piętrze miejskie ule na kępach kwitnących roślin (zwiedzaliśmy), teatr, filharmonia, itd. W niektórych miejscach podłoga jest przezroczysta i widzisz tą przestrzeń w dół (niesamowite!).

 

I sam karnawał. To szereg występów buskerów (ulicznych artystów), akrobatów i żonglerów występujących w różnych miejscach miasta, jeden po drugim. Biuro imprezy rozdaje książeczki z harmonogramem, ale jest tego dużo więcej :) Siedzieliśmy z planem i kombinowaliśmy co będzie kolejne i gdzie biegniemy na kolejny show. Niektóre miejscówki są same w sobie spektaklem. Taki np. wirydarz klasztoru, do którego przechodziło się korytarzami zdobionymi w obrazy przeorów sprzed setek lat. Wow.

No i oczywiście akrobaci na linach, czyli Urban Highline czyli zawody w chodzeniu na linach. Trwające chyba całodobowo. I rano nad takim leniwym jeszcze Starym Miastem i wieczorem, kiedy by przejść 10 metrów traciło się 30 sekund... Tłum, ale warto! :)

Kaplica na zamku:

Gra uliczna- gra logiczna:

Niżej jeden z występów. Hirosan, czyli busker z Japonii. Świetny i nieprzyzwoicie zabawny :D

I Cafe Teatralna. Ja ciągle o tym piszę, ale tam jest najlepsza kawa mrożona na świecie. Jest tak dobra, że nigdzie indziej nie kupuję, bo jestem rozczarowana...

I bardzo fotogeniczne miasto:

Tunele pod Starym Miastem:

I mamusia rąbiąca pieróg biłgorajski :)

Tutaj absolwenci Wyższej Szkoły Cyrkowej szykują się do występu:

I ta sama scena w nocy, gdy odbywał się na niej koncert:

Znak drogowy z katem:

Most Grodzki (prowadzący do Grodu), o różnych porach dnia:

I Muzeum Cebularza, gdzie awansowałam na pomocnika piekarza :)) Ale wiedziałam jaki mak się używa do cebularzy! Niebieski! Lila odmierzała mąkę, a Łucja robiła rozczyn!

Na koniec hipnotyzujące Centrum Konferencyjne:

17:00, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
środa, 25 lipca 2018

Zabrałam towarzystwo na warsztaty garncarskie. Placówka podlega pod gminę, więc dla nas są to zajęcia praktycznie bezpłatne. Musimy pojechać za tydzień, żeby poprawić i jeszcze później z raz w sierpniu, żeby pokryć wyroby szkliwem. Dzieci lepiły, a ja rozłożyłam się na kocyku przed świetlicą. Tuż obok jest las i zabrałam się za czytanie. Raz strzeliłam Lilce fotkę, gdy wybiegła z budynku, żeby znaleźć liście do odgniatania ich na miskach, a resztę zdjęć zrobiła prowadząca. Kontynuacja będzie, mogę więc tylko zaznaczyć, że Łucja robiła zwierzątka, Lila miski, a Mieszko jeżyka.

Powoli się też pakujemy, bo jutro rano zaczynamy kolejną letnią turę. Rzuciliśmy sobie kolory na włosy, bo tryb wakacyjny zobowiązuje! W sobotę dotrzemy do dziadków i wtedy się zgłosimy! :)

13:56, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194

Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers