RSS
poniedziałek, 20 listopada 2017

 -powiedziała Liliana patrząc na to co się stało za oknem...

A ja jak się obudziłam to miałam w głowie jedno... Ooooooooooooooooooooo - opony!!! Zadzwoniłam do mojego ulubionego warsztatu, stoczyłam czarującą rozmowę, dlaczego nie mogą mnie przyjąć za 20 minut i umówiłam się na wymianę na jutro. Wyciągnęłam puchówki i buty zimowe. To raz. Potem podprowadziłam kawałek dzieciaki i Liliana po drodze zgłosiła, że ma w bucie DZIURKĘ. Ja nie wiem jak to się dzieje, że niektóre dzieci przekazują obuwie dalej. MY zużywamy obuwie. To już druga para zimowych butów, które Liliana tak załatwiła.

<><>

W ramach relaksu mam dla Was historyjkę z pociągu ;) Wracaliśmy takim wagonem bez przedziałów. Dzieciaki (cała czwórka) siadła obok siebie, a my gadałyśmy sobie kilka rzędów dalej. W którymś momencie poszłam do nich, rozmawiam z dziewczynami i widzę, że koleś w rzędzie przed nimi (młody, przystojny, długowłosy) coś gugluje w komórce. Zerkam jakie hasło wklepie, a on wstukał: dyskomfort w kroczu :) Powiedziałam o tym znajomej (weź luknij na niego, niby, że na dzieci ;) i żartowałyśmy, że może zgłosimy się do pomocy :) A potem jak już dojeżdżaliśmy to on nałożył sweter w Mikołajki. I wtedy to już był max :)

10:57, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 listopada 2017

Marzyłam o tym, żeby pojechać na wystawę Fridy... I zwierzyłam się z tego będąc na szkoleniu w Łodzi, jednej poznaniance. I ona powiedziała: Ale nie ma już biletów. Tzn. pewnie są, ale trzeba je kupować z dużym wyprzedzeniem! Siadłam więc do kompa i kupiłam bilety. Na "za miesiąc". Dla mnie i dzieciaków! I mając już atrakcję nr 1 zaczęłam wokół niej budować całą eskapadę. Po drodze dołączyła mi się znajoma z dwoma synami, z których koniec końców jeden nie pojechał.

Zabukowałam pociąg do Poznania, nocleg i zaplanowałam trasę. Chciałam, żeby dzieciaki zobaczyły koziołki trykające się w południe, czyli w niedzielę musieliśmy być koło koziołków. Miejscem idealnym okazało się być Rogalowe Muzeum, gdzie dzieciaki nie tylko uczyły się piec rogale, ale też w samo południe oglądały koziołki, które były dokładnie na wprost okien! Dołożyłam też Muzeum Legend i Gwary Poznańskiej. Poznańskie Blubry. Była z tym zresztą zabawna historia związana, bo byłam święcie przekonana, że te blubry, to coś związanego z technologią 3D używaną w muzeum i nazwę placówki czyta się BLUBRAJ: blue+bry :)) I nawet się z tego fopais przyznałam w muzeum, ale te panie tam, NIE były tym jakoś bardzo ubawione :))

Baardzo było fajnie. Trafiliśmy akurat na jarmark adwentowy/kiermasz świąteczny i miasto było naprawdę zatłoczone. Dłużyło się czekanie w knajpach, ale za to wszędzie o każdej porze dnia byli ludzie :) Dobrze nas karmiono, chociaż uwaga na zaś, że porcje są wielkie i spokojnie mogłam  zawsze brać o jedno, a nawet dwa mniej, bo dzieciaki nie przejadały swoich talerzy.

Wyżej pociąg (to świetna opcja, bo dzieciaki się nie nudziły), który przeżył nie wiem ile przebieżek na odcinku przedział-restauracja-łazienka (w sumie to kupiliśmy TYLKO jedną wodę w pociągu). Niżej Jarmark. Ogrzewanie i koziołki.

Byliśmy naprawdę ciepło ubrani. Pod spodniami wszyscy mieliśmy rajstopy, były czapy i rękawiczki. Czuć było taki nadchodzący zimny powiew, ale dawaliśmy radę :0 Wszędzie poruszaliśmy się pieszo i sądzę, że łącznie, przez te dwa dni, pokonaliśmy około 10 km.

Muzeum Rogalowe:

I Frida:

A na deser macie Łucję hotelową ;) Ta ściana była stworzona do selfi ;)

23:49, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 listopada 2017

Lila robi plakat do szkoły. W środku jest ona, po bokach przyjaciele. O każdym ma napisać kilka zdań.

  • Mamooo.... A co ja lubię?
  • Lubisz szkołę.
  • Tak, ale nie mogę tego napisać, bo wszyscy pomyślą, że jestem kujonem!
  • To napisz, że lubisz podróże. To neutralne i wszyscy tak piszą.

Jutro rano jedziemy na wycieczkę. Pociągiem! I wracamy w niedzielę. Wtedy Wam opowiem, gdzie pojechaliśmy... Wszystko było planowane miesiąc temu i cieszę się na ten wyjazd. Drukuję mapki i rezerwacje, pakuję nas w plecaki i szukam nieprzestrzennych rozrywek na przejazd!

<>

A tak było wczoraj :)

 <>><<>

Dwa tematy tak szybko sobie wleję.

Numer farby zanim zapomnę: (tagi: farba, malowanie, dół):

Optiva Super Matt (3), baza A, Kolor: TVT G480

 

Kino w trampkach, czyli pokazy filmowe dla nastolatków, które chyba lecą teraz w całej Polsce. Szkoda nawet, że Łucji klasowa wyprawa do kina nie jest na COŚ takiego, bo filmy, które są dobierane na takie pokazy są zwyczajnie ambitniejsze. Ale to dobra kopalnia filmów, które można oglądać z dziećmi.

12:23, lemon-granita
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 listopada 2017
  • A kto Ci wymieniał żarówki przede mną?
  • Sama sobie wymieniałam. Tzn. pierwsze wymieniłam w serwisie, ale mi taką cenę łupnęli, że potem już sama.
  • Ale to pewnie z żarówką?
  • No tak. I pewnie lepszą niż taką, którą sobie sama kupuję.
  • Nie sądzę. A dlaczego sobie teraz sama nie wymieniasz?
  • Bo pomyślałam, że lubisz być przydatny ;)

<><>

Mam dzisiaj wieczorem pin-upowy diner. Na słodko tym razem. Przypomniało mi się, że mam GDZIEŚ takie białe wełniane spodnie, które dostałam od Lutki jak Mieszko miał rok. Były bardzo długie, ale skróciłam je minimalnie, bo wyobrażałam sobie jak ledwo zakrywają obcasy... I specjalne buty do nich miałam... Do tego wąski golfik... Iii? Nie zapinam się w nich :) Zadzwoniłam do Lutki, że mam dla niej ekskluzywne spodnie na Sylwestrowy wyjazd, bo za mocno mi te cztery litery urosły. No dobra, chciałam, żeby urosły, ale nikt nie mówił, że zostanę odzieżowym bankrutem! Dobrze, że chociaż mam światła w aucie naprawione :D



14:16, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
środa, 15 listopada 2017

 - wykrzyknął instruktor aquaaerobiku do ćwiczących seniorów. Odpowiedziało mu gromkie: TAK!

Jak chodzę na basen tylko z Mieszkiem, to on tam sobie w małym basenie uczy się pływać (pod okiem instruktora ;), a ja w tym czasie, przez te pół godziny, robię żabką baseny. Jeden za drugim. Gdzieś tak w 22 minucie na dwóch pierwszych pasach zaczynają się zajęcia dla seniorów. I powiem Wam, że chęć zabawy i korzystania z życia jest w tym wieku niesłychana :) Patrzę z zazdrością, że tam i Andrzejki, i Sylwester już poplanowane :) Btw. rozmawiałam ostatnio z dziewczyną, która pracuje w szpitalu. Opowiadała, że pierwsze o co pytają pacjenci po zawale, to KIEDY znów BĘDĄ mogli? Siostra, wie co...

A my, takie suchary wieku średniego, wycinamy sobie przyjemności, bo ciągle w biegu, bo ciągle bez sił, albo partnera. A propo seniorów oglądam teraz do prasowania Mr.Mercedes. Świetne. Na podstawie Kinga, więc już w pilocie wiemy kto będzie bad guyem. To oczywiście gość w stylu Normana Batesa, ale King elementy psychozy wciskał wszędzie :) No i w samym serialu jest przeuroczy wątek uwodzenia głównego bohatera (emerytowany policjant) przez zbliżoną wiekowo sąsiadkę :))

<><>

Z Lilką pojechałyśmy na rynek. Cebulę miałam, marchewkę i ziemniaki też, ale na potęgę schodzą nam ostatnio jabłka. Pieczemy (z miodem, żurawiną albo cynamonem), zapiekamy do ryżu i dziennie schodzi ponad kilogram. Wychodzimy z tego rynku, w wózku jabłka, jakaś sałata, czosnek, kiszona cebula i gruszki. Mijamy gościa z orzechami laskowymi:

  • Lila, orzechów to chyba nie bierzemy? Przejadły nam się tej jesieni?
  • Nie, mamo. Orzechów nigdy nie za wiele. Weźmy kilogram. :)

19:23, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 listopada 2017

Jakoś ciągle w biegu. Niby listopad powinien być luźniejszy, a tu ciągle kocioł. Lilka przerabia Króla Maciusia i w ogóle jej nie leży. Dziś mieli przynieść korony, którą robiłyśmy naprędce rano. Obie panny miały też do zrobienia plakat z angielskiego, no i Łucja chce być wypisana z religii. Jest TO bez sensu, BO jeśli się na to uprze, na świadectwie ze szkoły podstawowej nie będzie mieć oceny, ani z religii, ani z etyki. A powodem jest jakieś słabe odbieranie nauczycielki. Na dodatek mieli ostatnio rozdział o rodzinach wielodzietnych i szczerze mówiąc mi TEŻ nie spodobało to jak zostały one opisane. Dzieci z dwójką rodzeństwa jest u Łucji w klasie dwoje. Ona i jeden chłopiec. I mówienie (tak było w podręczniku), że to są rodziny z dużymi problemami finansowymi i mieszkaniowymi to średnio miłe. Wiadomo trudności są różne, ale takie stygmatyzowanie nie jest konieczne. I był z tego sprawdzian z kluczowym pytaniem: Jak możesz pomóc rodzinom wielodzietnym? Temat Łucji religii będzie powracał.

<><>

Mam kolejne książki na Mikołajki. Nie tak dawno temu upolowałam trzy pierwsze, a teraz dokupiłam po jeszcze jednej książce. Nie wiem czy ma sens kupowanie kolejnych, w sumie do Świąt od 6-go czasu niewiele i po dwie książki chyba wystarczy. Tym bardziej, że muszę chyba coś jeszcze do nich dorzucić :)

Tym razem punktem wyjścia była książka dla Mieszka. Wielka księga siusiaków. Byłam na szkoleniu o tożsamości płciowej oraz dylematach związanych z dojrzewaniem i tam tą książkę zobaczyłam. Wiedziałam, że istnieje, ale wrzucałam ją do jednego worka z tymi wszystkimi "śmiesznymi" książkami o kupie, gilach, nocniku czy bąkach. Ale ta mi się spodobała. Wchodzi w pewien taki nurt szacunku do własnego ciała. Good body. Z rozpędu wrzuciłam też książkę dla Liliany, która nie jest tak genialna, ale też bardzo ważna i mądra. Łucja natomiast dostanie kolejną część Czasodziejów. Pierwsza część się podobała, a z tą drugą to jakiś problem bo jest dostępna w niewielu księgarniach.

18:37, lemon-granita
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 13 listopada 2017

Mizernie wygląda ostatnio projekt DOM.

A) zajęłam się samorealizacją i inne tematy krążą mi po głowie.

B) od września fundusze i nadwyżki idą na adwentówki. Już wszystko mam, czekam jeszcze na jedną przesyłkę, ale nie powinno być takiej sytuacji jak rok temu, że nic nie miałam (bo mam taki plan, że znajdą się tam rzeczy potrzebne) i dopychałam jakimiś bzdurami.

Byłam ostatnio u znajomej, a ona kupiła nową kanapę. Śliczną. Beżową, pikowaną i elegancką (podobno były to Bydgoskie Fabryki Mebli). I pozazdrościłam, i przypomniało mi się, że nie dbam o dom. Zabrałam się WIĘC za coś, co leżało od lata. Pamiętacie jak podmalowywałam ściany na wakacje? Wynalazłam wtedy puszkę farby, którą powinien być pomalowany dół... I podmalowałam. Wydawał mi się INNY ten kolor, ale łudziłam się, że to może mokra farba tak wygląda?? Lecz jak wyschło wyszło na jaw, że to jednak NIE ten odcień :/ Jakby nie było DZIŚ pomalowałam ponownie. Znalazłam farbę, która powinna być identyczna, wczoraj maznęłam na małym fragmencie, a dziś zrobiłam całość. Nie wiem, czy poprawianie własnych poprawek liczy się do projektu dom, ale cieszę się, że zrobiłam! :)

Było tak: Takich placków było sporo, ściany wyglądały jak po szpachlowaniu. Okolice psiego legowiska, ściany na wysokości małych łapek, kocich misek, dywanika z butami, itd:

A jest tak:

A tu klasyczny before&after:

<><>

Łucja na Mikołajki ma klasowy wyjazd do kina. A ponieważ jest coraz silniejsza tożsamość z własną płcią ;) do wyboru są dwa filmy.

  • Mamo, na co mam iść? Na Listy od M, czy Gwiezdne Wojny?
  • Ja bym wolała na Gwiezdne Wojny.
  • Ale wszystkie dziewczyny idą na Listy od M.
  • Słabo. Ale wiesz, co? Podobno 3 część jest najlepsza, więc jak masz ochotę to idź z dziewczynami. Przecież to Ty będziesz oglądać, nie ja :)
21:36, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 listopada 2017
  • Gdzie jedziemy na obiad?
  • Nigdzie. DZIŚ obiad robię ja. Po prostu bądź o tej 16-stej.
  • Chciałem Cię zabrać na kaczkę, wiem gdzie podają najlepszą.
  • A właśnie kaczkę dziś robię na obiad.
  • A jak Ci wyjdzie gumowata?
  • To masz zjeść i udawać, że Ci smakuje. Albo dobra... Jak mi NIE wyjdzie to wtedy pojedziemy. Może tak być?
  • Tak.
  • A tak w ogóle masz jakieś danie popisowe?
  • Czyli?
  • No jakąś taką potrawę, którą serwujesz bezbłędnie. Mój brat np. robi na śniadanie omlety, a jego żona zawsze powtarza, że powinien opracować coś innego, bo tak uwodził inne.
  • Robię świetne schabowe.

Mogłam się spodziewać :0

13:16, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 listopada 2017

Patrzę na wiadomości i pokazy sił różnych ugrupowań i po raz kolejny cieszę się,  że ja ten dzień spędzam inaczej :) Pobiegłam. To taka moja mała rocznica, bo dokładnie rok temu po raz pierwszy pobiegłam na 10 km. I niestety, podobnie jak rok temu, czas miałam powyżej godziny. Aaale, może to jest moje właściwe tempo? Na metę dobiegam zrelaksowana, rejestruję wszystko co się dzieje po drodze i nawet mam siłę czasem do kogoś zagadać. Biegłam razem ze znajomą, z którą zaplanowałyśmy sobie zrobienie korony 10-tek w tym roku. Do kompletu, brakuje nam ostatniego, piątego biegu. I odbędzie się on w grudniu. Zapisałam już siebie, ona tym razem będzie biec w innym mieście, ale liczy się udział. Zapisałam również dzieciaki, żeby TEŻ ostatni medal w tym roku sobie zdobyły. Będziemy wtedy wszyscy biec w czapkach Mikołaja :)

Powtórzę tylko po raz kolejny, że cudowna jest atmosfera na takich biegach. Wszyscy żartują i sobie pomagają. I naprawdę widzę, jak wiele się zmieniło u mnie. Biegła cała masa moich znajomych, osób które poznałam w ciągu ostatnich 12 miesięcy i miałam i do kogo zagać przed biegiem, po biegu i w trakcie :)

16:52, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 listopada 2017

Jak wiadomo jutro zupełnie nietypowo Dzień Niepodległości świętuje Poznań. Z tamtymi rejonami jest też związany popularny od kilku lat nurt JEDZENIOWY. Moda na gęsinę. Bo w połowie listopada jadało się w Polsce i Staropolsce gęsi. Jest lista knajp, które to świętują, kilka z nich kliknęłam i menu wygląda świetnie, ale właściwie wszędzie teraz gęś podają. Lecz na jutro i pojutrze trudno o stolik!

Ja w tym zabieram się za kaczkę. JA. Gęsi nie przejemy, ale kaczkę damy radę. Kiedyś ją robiłam i czas przypomnieć sobie jak mi to szło. Kuroń zawsze mówił, że gęś to dziczyzna i lepiej kupować mrożoną, bo mrożone mięso kruszeje i jest smaczniejsze. Podobnie jest z kaczką. Taka zamrożona tuczka już rozmarza, raz po raz dotykam takiego gołego mięsa (to hipnotyzujące uczucie) i na niedzielny obiad będzie w sam raz (jutro nasmaruję ją majerankiem i czymś tam jeszcze i tak ma postać 24 h).

A jeśli nie zrobiliście jeszcze zakupów to czarno to widzę... ;) Jutro dzień wolny, u nas już o 10-tej kolejka do kas już się wiiiiła...

<>

Z innej beczki: Łucja podobnie jak rok temu, w piątki na w-fie jeździ na rolkach. Wczoraj przekopywałyśmy pomieszczenie gospodarcze w poszukiwaniu ochraniaczy i się znalazły. Bardzo mi się to podoba, rolki na stałe ma zostawiać w szafce szkolnej, bo to ciężki i nieporęczne.

15:30, lemon-granita
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 listopada 2017

3x wałkowałam temat zielonej szkoły, Mikołajek i zajęć dodatkowych/ wyrównujących.  Mieszko jedzie na wycieczkę z jednym noclegiem, Łucja z trzema, a Lilka z pięcioma. Ceny są konkretne, więc nie będzie w tym roku kolonii. I tak zresztą takie krótkie te wakacje i ciągle nam brakuje czasu. Liliany stopnie są wybitne. To są piątki i szóstki :0, o czym nie miałam pojęcia. Czasem przynosi jakiś sprawdzian, machnie, żeby podpisać, zawsze chwalę, ale nie wiedziałam, że to tak globalnie. Łucja ma kilka trój, ale to jest ta nieszczęsna matma i tu cała klasa ma takie oceny. Mieszko natomiast hurtem zdobywa słoneczka. W poniedziałek zdobył 3 pod rząd, za to, że podał słowa na E i I (encyklopedia, ibuprom? i coś tam jeszcze). Mamy utworzone grupy dyskusyjne i np. u Mieszka omawiamy zajęcia dodatkowe. Jak uda nam się utworzyć grupę, to w zerówce będą jeszcze zajęcia z tańca. Niektórzy rodzice, w klasach dziewczyn mają problem z muzyką, ale panny dzięki Norbertowi są niezłe. Łucja miała przygotować na cymbałkach Jesień z 4 pór roku, i przećwiczyła to wcześniej na pianinie, Liliana miała test o instrumentach i mieszały się jej dęte z membranowymi i też w ramach zajęć z pianina zostało jej to wytłumaczone. No a teraz wszedł flet i też mają to sobie powtarzać.

Taka refleksja na dziś: nie jest łatwa praca nauczyciela. Ja nie wiem czy w każdej szkole rodzice są tak roszczeniowi, ale odpieranie tych ataków wymaga wyjątkowej nawet nie asertywności, a bezczelności. 

22:33, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017
  • Mamo, jakby co, możesz mnie w przyszłym roku NIE zapisywać na dodatkową matmę. Wiem z jakiej książki pani bierze ćwiczenia dla nas.
  • Super. Podpatrzyłaś?
  • Mam swoje sposoby.
  • To umówmy się, że jeżeli będziesz SAMA pracowała (ja Ci kupię tę książkę), codziennie, tak jak TERAZ, to będę Ci co miesiąc płaciła połowę tego co teraz płacę za Twoje zajęcia.
  • Aż połowę?
  • Tak. Ja i tak będę do przodu i kwotę mogę Ci przelewać od razu na konto. Bo założymy Ci je, jak będziesz miała 12 lat.
  • Super. Szkoda, że w szkolnym sklepiku nie można płacić kartą!

<><>

Projekt wiosełek do pływania dla Lilki upadł. Po konsultacji ze SPECJALISTĄ idea została brutalnie skrytykowana. Bo Lilianie jej "łapki" w zupełności wystarczą do pływania. I jak już muszę COŚ kupić, to lepiej kupić maskę do nurkowania, bo to się przyda latem :)

<><>

Tak w wannie przyszło mi do głowy, że lubię zmiany czasu i wolałabym, żeby mi tego nie likwidowano :) Ja wiem, że to może przeszkadzać, ale ja te zmiany lubię. Chyba wolę wersję zimową i jeśli chodzi o noc i spanie, to listopad nie ma sobie równych (ręka w górę, kto w tym miesiącu ani razu nie zaspał ;). Ale jak przychodzi wiosna, to dzieci same się budzą godzinę wcześniej i ta zmiana czasu jest bardzo sensowna, bo wtedy wstają nie o szóstej, a o siódmej. I takie przesunięcie wskazówek jest bardzo uzasadnione!

22:27, lemon-granita
Link Komentarze (6) »
wtorek, 07 listopada 2017

Pamiętacie, że raz na jakiś czas chodzę na wykład o czarownicach? No i wczoraj byłam znowu. Pogadaliśmy i obejrzeliśmy film. Carrie. Wg pierwszej książki Kinga. W reżyserii Briana de Palmy. Co ciekawe, jak robili casting do Carrie to tuż obok rekrutowano do Gwiezdnych Wojen. I główny pozytywny bohater z Carrie miał być Lukiem, a główna zła bohaterka Leią :) W sumie to bardziej byliby podobni do siebie jako filmowe rodzeństwo. W scenie balu są takie de Palmowe smaczki jak ekran podzielony na cztery części, a w całym filmie są pochowane fascynacje Hitchcokiem.

Co to ma wspólnego czarownicami? W pierwszej scenie jest dziewczęca łazienka po zajęciach w-f. Tę scenę kręcono 12 dni (cały film w 56 dni), jest dużo nagości (lata '70), jest taka scena autoerotyki z Carrie zakończona tym, że główna bohaterka dostaje okres. Pierwszy raz w życiu. Nie wie co się z nią stało, ale uruchamia to jej nadprzyrodzone moce. I to jest właśnie ten moment, w wielu kulturach uważany za najważniejszy w przebudzeniu podświadomości! I też próbuje te swoje nowe umiejętności tłumaczyć, zrozumieć i wyjaśnić (swojej matce), ale metka jest jedna: to samo zło. Btw. moja instruktorka burleski, która była również sex coachem mówiła, że emocjonalnie pierwsza miesiączka to moment trudniejszy niż wszystko co przychodzi później. Czy to związek, czy rozpad związku, czy upływ czasu.

 

Opowiadałam dziś dziewczynom jeden fragment z filmu. TA zła bohaterka jedzie autem z młodym Travoltą. I czesze się. Ma piękne włosy: szczotkuje je, a one takie gęste się cały czas skręcają w grube fale. On jest tak TYM nakręcony, że nie może prowadzić auta i co chwila zjeżdża na drugi pas. I ona mówi do niego: Ty, gówniarzu! (on rzeczywiście jest strasznie młody i to był jego pierwszy film pełnometrażowy). On się wścieka na nią, że tak go nazwała, a ona znowu zaczyna się czesać. I on znowu głupieje :)

No więc ja nie mam takich włosów. Ale dziewczyny mają :)

<><>

Ciepło, sucho, wymieniłam pościel i wywietrzyłam kołdry i poduchy. Zgrabiłam liście, podjechałam na rynek i wywiozłam krzesła ogrodowe. Dzieciaki zażyczyły sobie ryż na mleku z jabłkami. Wydaję i lecę na zebranie. Dziś u Mieszka :)

17:38, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2017

Nieoczekiwanie Łucja okazała się być najlepsza w klasie z informatyki. Nielogiczne to, bo przecież nie ma ani starszego brata, ani nikogo od kogo może podglądać, ani zaplecza sprzętowego, na którym może się rozwijać. Informatyk widzi ją na olimpiadzie informatycznej, a ja nie bardzo wiem jak jej pomagać. W czwartek mamy zebranie i mam nadzieję, że dyżury będą też mieć nauczyciele przedmiotowi to podejdę i pogadam. I może coś podpowie.

<><>

Natomiast będzie zmiana w zajęciach dodatkowych. Wypisuję panny z tańca. Dziś opłaciłam ostatnią porcję zajęć- do końca roku i zasygnalizowałam, że robimy przerwę. Oficjalny powód jest taki, że dziewczyny ze względu na plan lekcji mogą chodzić tylko 1xw tygodniu. A ich grupa ma lekcje 2x w tygodniu i one cały czas nadganiają. Przychodzą na zajęcia i gonią, wychodzą, wracają i znowu są w punkcie wyjścia. Inna sprawa, że rodzice to są nienormalni. Primo: wszystkie dziewczynki oprócz moich mają buty taneczne. I nie kupię im tych butów. To duży koszt i na dodatek na rok potrzebne są dwie pary (u mnie to by było cztery pary). Na każdy występ potrzebny jest nowy strój, a jakby tego było mało rodzice zamawiają też t-shirty dla siebie, żebyśmy tworzyli drużynę. Turnieje są co dwa miesiące i każdy zajmuje weekend. Ach i jeszcze, co turniej to wychodzi temat, czy wynajmujemy autokar, żebyśmy wszyscy mogli razem pojechać. NIE. Ze szkołą kontaktów nie urywamy, z pewnością pojedziemy znowu z nimi na kolonie, ale taki rodzaj tańców wyczynowych odpada.

Zajęcia taneczne miały być zabawą, lekcją poprawy samooceny i okazją do dobrej zabawy. Od stycznia będzie coś innego. Też taniec, ale inny ;) Ale o tym będzie w styczniu :D

22:06, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 listopada 2017

Dziś na urodzinach kolegi bawiła się Lilka. Miałyśmy pewien problem z prezentem, bo jubilat to taki typ sportowy. Pływa, gra w tenisa, a przyjęcie było w sali z trampolinami. Jasne, więc było, że gadżet sportowy to będzie JEDYNY trafiony gift.

Weszłam na stronę sklepu sportowego i zaczęłam przeglądać akcesoria do pływania. Najbardziej spodobały mi się takie wiosełka na ręce, z którymi zresztą pływają na basenie dorośli faceci. Coś jak płetwy, tylko na dłonie. Gadżet jest fajny (takie też kupiłam), warianty wiosełek są bardzo różne i Lilka takie chce od Mikołaja. Mam tylko zamiar podskoczyć do sklepu z Jerzym, żeby spojrzał, które będą najlepsze dla niej. Tak to mniej więcej wygląda:

Ale jak tak przeglądałam akcesoria trafiłam na GUMY do pływania, które są strasznie drogie, więc zaciekawiło mnie ich zastosowanie. Otóż gumy zapinasz na kostkach i możesz pływać w małym basenie. Młócisz i młócisz i nie ma ryzyka, że po dwóch machnięciach rękami grzmotniesz w murek. Ciekawe.

I w galerii zdjęć klientów było takie zdjęcie, które wstawił użytkownik z Francji dając opis:

Très bien pour un entraînement dans une piscine privée -Francois, 44 lat

No cóż, bez znajomości francuskiego wiemy już, że Francis ma 44 lat i uważa gumy za idealne do pływania w prywatnym basenie. Trochę zazdro, ale ponieważ na fotce pływa z innym facetem można założyć, że ogólnie woli mężczyzn i od razu trochę się człowiek lepiej czuje :) Aale, prawdziwy szok jest w pytaniach do produktu...

Łukasz z Polski pyta:

Mam pytanie odnośnie średnicy i elastyczności. Pływam w zimę w otwartych zbiornikach. Chodzi o zakres rozciągania podczas pływania w przeręblu. Powazne pytanie. Pozdrawiam.

I dostaje odpowiedź:

Produkt przeznaczony jest do pływania w basenie przy dodatniej temperaturze i w takich właśnie warunkach guma reguluje się do 2-3 metrów a jej rozciągliwość uzależniona jest  od umiejętności pływackich użytkownika. Nie mamy jednak podanych zakresów rozciągliwości.
Wnioskuje że potrzebuje Pan tego produktu do nurkowania- nie polecam ze względu na bezpieczeństwo, nie wiem jak produkt może zachować się pod wodą, w dodatku bardzo zimną.

Wow. Co tam pływanie w cieplutkiej willi na Lazurowym Wybrzeżu. Koleś nurkuje w przeręblach. Widzicie, gdzie skrywają się ostatni prawdziwi faceci? :) Gdzieś tu u nas, nad Odrą i Wisłą :)

14:38, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 177

Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers