RSS
środa, 21 lutego 2018

- Rodzinka od środka, chyba Wam już kiedyś cytowałam ten Disneyowski serial dla dzieci, ale niezmiennie jest przezabawny :)

 

Mama Jasia, jest też mamą Adasia. A Adaś jak być może pamiętacie, to niezłe ciacho i miłość Łucji :) I jak żeśmy (-MY matki) dzisiaj gadały (bo udało mi się ją namówić na siłownię: są takie specjalne zajęcia dla mam z dziećmi, gdzie ONE po prostu nie przeszkadzają, a w ten sposób mijając się w przebieralni będziemy się widziały 2x w tygodniu) to opowiedziała jaki Adaś dostał prezent urodzinowy...

Otóż jej mąż miał w październiku szkolenie, gdzie mówili jak ważne jest obchodzenie urodzin dzieci. I w ogóle tych wszystkich rocznic i kolejnych etapów. Wrócił wtedy tak natchniony, że wszedł do domu i pierwsze co zrobił to kupił bilet lotniczy dla siebie i Adasia na jego urodziny. Do Aten. Tam i z powrotem na 3 dni. I dwa dni temu na urodziny dał mu ten bilet. Nikt nie wiedział o co chodzi, więc szybko wyjaśnił, a 8 godzin później już jechali na lotnisko :) Bardzo to jest pozytywne, że cały ten szum wokół celebrowania dziecięcych uroczystości jest taki ważny. Dobrze to czuję, że to nie tylko fajne, ale i potrzebne :)

Dziś wpłaciłam zaliczkę za urodziny Mieszka... Nic Wam więcej nie powiem, najpierw musi wyjść Łucja ze szpitala, potem muszę mieć MÓJ weekend, czyli prawie miesiąc czasu mamy, ale jestem dziś tak podekscytowana jak dawno nie byłam! :))

<><>

21 lutego to Dzień Języka Ojczystego, więc wypadało by coś ładnie napisać... Zacytuję Wam Miłosza: "Prawdziwa samotność jest trudna do przyjęcia, ale raz przyjęta wynagradza" :)

15:14, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lutego 2018

Dziś byłam z Lilką i Mieszkiem u ortopedy. Lilka jest pod opieką poradni od kilku lat i podobnie jak Łucję sprawdzają ją i monitorują. Gdyby lekkie skrzywienie, które ma, się zaostrzyło, wyląduje w sanatorium jak starsza siostra. Dziś miała zrobiony rentgen pod okiem dużej ekipy młodych stażystów (ona uwielbia takie zamieszanie wokół siebie ;) i mamy skierowanie na rehabilitację. Bardzo skromną i podobno w okolicy mamy taką właśnie możliwość. Mieszko natomiast na bilansie został uznany za lekko wygiętego, więc i jego do tej poradni wrzuciłam. Dok uznała, że u niego wszystko jest w normie, choć jego urok ją oszołomił :) Oboje do kontroli za rok.

Zaraz gnamy do Łucji, a jutro Lilka ma klasowy wyjazd na łyżwy. Lodowisko ma być czynne do końca lutego, czyli pewnie będą to ostatnie łyżwy w tym sezonie.

<><>

Czytam wieczorami to co sobie kupiłam... Pierwsza część chyba była lepsza, bo ta druga jest w mniejszym stopniu o kobiecie, a w większym o związkach. I w jednym rozdziale pisze, że związki, które mają w sobie założoną "czasowość" często są lepsze, bo nikt tu nie zwalnia i nie zaniedbuje. I tak, chyba tak jest :)



17:36, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lutego 2018

Poustawiali mi po okolicy szlabanów. Do tej pory jak jechałeś przez tory to sprawdzałeś prawa-lewa i było dobrze, a teraz doszły szlabany. Automatyczne. Czyli gdy nadjeżdża pociąg najpierw miga czerwone, potem opada szlaban dla wjeżdżających, a chwilę później dla wyjeżdżających (to że opada jeden i drugi ma sens, bo ludzie by slalomem jeździli byle nie czekać na przejeździe). Proste? Ale w dość krótkim okresie czasu między opuszczonymi szlabanami utknęło aż dwóch kierowców. PKP rozpoczęło więc kampanię informacyjną. Rozdawali ulotki i przeprowadzali pogadanki przy przy przejazdach kolejowych, a do akcji włączyła się miejscowa prasa. Powiem Wam, że wyobrażam sobie sytuację, kiedy można utknąć. Ba, sama raz tak miałam, ale na szczęście był to przejazd wyposażony w dróżnika, który przytrzymał opuszczanie szlabanu dla wyjeżdżających. Może być np. tak, że zaraz za przejazdem jest droga w prawo (i ona prawie zawsze jest) i auto zjeżdżające z torów zatrzymuje się, żeby tam skręcić. Zatrzymuje się też ten zaraz za nim, no a Ty stoisz ZA NIMI na torach! A tu szlaban leci w dół. Albo nawet skręt w prawo, na którym akurat ktoś cofa, a ktoś inny chce tam wjechać. Itd. nie mówiąc już o klasycznym zgaśniętym z nerwów silniku. I co jeżeli tak stanie? Jeśli przypadkiem Was to, odpukać, spotka- i opadnie Wam szlaban po obu stronach, to MUSICIE staranować ten szlaban. Te automatyczne szlabany są taką atrapą: puste w środku, z plastiku cieńszego niż pachołki drogowe. Wystarczy popatrzeć na równoważnie, że to mały kwadracik ciężaru jest. Koszt uszkodzenia rogatki to 300 PLN. PKP nas oczywiście obciąży kosztami naprawy, ale w tym momencie jest to nieporównywalnie mniejsza szkoda.

<><>

Łucji doszła do pokoju (są trzyosobowe) nowa dziewczynka. Też Łucja! To fajnie bo z dotychczasową sublokatorką nie złapały jakieś super kontaktu - to ktoś popularny na musicali i cały czas kręci te filmiki. To zresztą ciekawe, bo Łucja pokazała nam jej profil i puściła jeden z filmików nakręcony akurat w łazience :) I refleksyjnie zauważyła: To jest ta lepsza łazienka i musiała wejść przed wszystkimi bo jeszcze podłoga jest sucha :) Za to Lutka słusznie zanotowała, że ktoś kto TAK tańczy (bo ona na tym filmiku tańczy shuffle dance), nie powinien być w sanatorium ortopedycznym :)

<><>

I wianek. Made by Lilka, dla dziadków. Przedwiośnie. Siadła i zrobiła! :)



11:57, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 lutego 2018

Zupełnie przypadkiem wyszedł nam weekend pod jednym wspólnym tematem... TĘCZA! Tęcza oczywiście jest symbolem tolerancji, równości, zabawy i beztroski. Jej symbolem posługują się środowiska LGBT i tego skojarzenia uniknąć się nie da. Najpierw odwiedziliśmy jedną wystawę. Jeszcze wczoraj. Dźwignęłam towarzystwo z kanapy i ruszyliśmy. Wielobarwne neony, hasła o wolności i wystawa o różnorodności i tempie życia współczesnego świata. Zestawione tuż obok siebie dziesiątki fotografii: powodzi, karnawału, pożaru i biegnących ludzi, które pokazują jak wiele na raz dzieje się na świecie. NA raz. W jednym krótkim momencie. W kolażach po cztery różne ujęcia. Rozświetlona nocna wiosna w Afryce, skażenie chemiczne, mapa pogodowa i Młoda Para biegnąca przez Park Dinozaurów. Ułamki sekund w wielu miejscach. Fajne.

No a dziś pojechaliśmy na warsztaty robienia słodyczy. Tę imprezę wynalazły babki z mojej kettlowej siłowni, no i tak wszystkie z dziećmi się wybrałyśmy. Odbywało się to w ramach dni pewnej miejscowości, impreza była bezpłatna i chociaż początkowo wydawała mi się dość chaotyczna, to była bardzo udana. Tak powstały TĘCZOWE LIZAKI!

<><>

Siedzimy wczoraj i tak gapimy się w ten telewizor. Podaję sałatki owocowe, herbatki i ustalam plan obiadowy. W tle leci serial "100 rzeczy do zrobienia przed liceum". Zabawny. Trójka nastolatków w każdym odcinku wymyśla coś co ma zrobić, żeby już mieć to z głowy. W tym akurat postanowili mieć złamane serca. Bo KAŻDY za pierwszym razem ma złamane serce. I zgodnie ze sprawdzoną receptą leczy się to KUBEŁKIEM LODÓW... :) Podają na ogół rodzice, albo pedagog szkolny. Widzę, że patrzą się z pytaniem na mnie, więc mówię:

  • TAK. Ja też Wam kupię kubełek lodów na pocieszenie. Będziecie musieli mi tylko powiedzieć jaki smak.

I na to Łucja:

  • A będzie można kilka smaków?
  • Tak :)
21:22, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lutego 2018

Mieszko spędził wczoraj większość dnia u kolegi z przedszkola. Mama Jasia zadzwoniła czy nie mogą się spotkać, gość wylądował tam zaraz po szkole i odebrałam go dopiero... po 20-stej! Chwilę pogadałam z jego mamą i ona opowiadała mi, że zapisała młodszą siostrę Jasia na balet i że trzylatka uwielbia te zajęcia. Zapytałam się jej, czy nie chce stroi, bo ja mam po dziewczynach, które w balecie tańczyły przez lat cztery. I chciała. Więc jak pojechałam po Mieszka zabrałam te wszystkie tiule w rozmiarach dwóch każdy kolor... Ola ma trzech starszych braci (Jaś jest trzeci) i większość jej ubranek jest niebiesko-granatowych... Słuchajcie jak postawiłam tę torbę i tłumaczę, że one naprawdę mi zagracały dom i że czekałam na kogoś, komu mogę to przekazać, dziewczynka zaczęła je wyciągać z torby i przykładać do siebie. Mówię do niej: Nałożymy od razu? I nałożyłyśmy! Zdjęłyśmy spodnie, pod spodem miała szare rajstopy i błękitną koszulkę. I ona jak to założyła powiedziała: Jestem PIĘKNA. I przytuliła się do mamy. A ja powiedziałam: Pewno, że jesteś! Bardzo to było wzruszające! Róż jest NAM potrzebny! I falbanki! BARDZO! :)

<><>

Poplanowałam sobie wszystkie te weekendy i taka ogarnęła mnie duma z własnego organizacyjnego geniuszu. Napisałam tylko do znajomej, która mnie prosiła, że gdybyśmy gdzieś szli, to żebym jej dała znać, bo ona ciągle z córką nie mogą się nigdzie sprężyć. A jej córka chodzi do jednej klasy z Lilką:

  • Macie jakieś plany na 13 maja? Znalazłam fajne zajęcia z tworzenia mini ogrodów w świetnym miejscu. Tam jest tak duże obłożenie, że potrzebna jest wcześniejsza rezerwacja. Ja już naszą klepnęłam, ale ponieważ zostało tylko 9 miejsc, to musicie się pośpieszyć.

I ona mi odpisała:

  • Bardzo dziękuję za pamięć Justynko, ale 13 maja mamy rocznicę komunii dziewczynek.
  • Nienawidzę Cię :) Zepsułaś mi humor na cały dzień! Ale dziękuję za informację :)

Także tyle było by w kwestii mojego organizacyjnego geniuszu :)

14:11, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 lutego 2018

Okres między Walentynkami a Wielkanocą (tą uśredniona Wielkanocą, czyli połową marca) nazywamy Przedwiośniem. Po czym je poznać? Łamią się nam paznokcie (ja mam milimetrowe), elektryzują nam się włosy i możemy przejść przez cały Supermarket, nie znajdując NIC, co mielibyśmy ochotę zjeść. Ja tradycyjnie wykopałam kuchnię indyjską ze sterty książek kucharskich i wczoraj zrobiłam gar Chicken Tikka Masali, który zamierzam jeść przez najbliższe trzy dni. Co prawda pomyliły mi się papryki (pokłosie wielkich porządków w przyprawach, które zrobiłam na ferie) i jest TROCHĘ za ostre, ale tester, który wczoraj w nocy zajrzał, ocenił, że dobre.

Korzystając z chwili czasu (strasznie miałam zawalony ten tydzień) siadłam też i zaplanowałam atrakcje dla siebie i dla dzieci na najbliższe dwa miesiące. Część sobie tylko wpisałam, żeby ich pilnować, kiedy ruszą zapisy (w przypadku tych bezpłatnych), na niektóre wpłaciłam zaliczki, a na jeszcze inne się zgłosiłam. Szykują się nam urodziny Mieszka (w marcu i tak wiem, że on już świętował w styczniu, ale te będą dla kolegów) i Lilki (jej, chociaż marcowa, zrobię party w kwietniu). Chcemy się wybrać na jedne targi, Manifę i jeden Festiwal Muzyczny. Łucji mija półmetek sanatorium i najbliższy weekend ma ze mną. I tu też coś tam mamy JUŻ zaplanowane, ale nie wiem czy sobotę nie najlepiej będzie spędzić GROMADNIE na kanapie...

<><>

Wkleję Wam suchara z netu. Strasznie mi się podoba taka naklejka na szafie :) Taka bezpłciowa i bezduszna płaszczyzna zupełnie inaczej od razu wygląda! :)

11:46, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 lutego 2018

Raz w miesiącu oglądam film o czarownicach. Na specjalnym kinowym spotkaniu, zawsze ze wstępem długości połowy filmu :) W ubiegłym miesiącu mnie nie było, bo dzieci mnie nie puściły, ale za to teraz się udało. Tym razem wzięliśmy na warsztat film Leak/ Lejak/Mystics in Bali. Film jest Tajski, kręcono go na Bali (1981 r.) i wchodzi w nurt tzw.kina eksploatacji, czyli niskobudżetowych i prymitywnych filmów, o których prowadzący cykl powiedział: ani klasa a, ani nawet b, ani nawet c. Kino eksploatacji ma swoje początki w amerykańskim kinie samochodowym lat 50, a nurt przeżył boom w epoce wypożyczalni kaset Video (razem z filmami o karate).

Fatalna gra aktorska, koszmarne efekty, masa wnętrzności i pierwotne lęki. Wszystko z dużą dozą indonezyjskiej egzotyki. To jest z tych filmów z których garściami korzystał Tarantino i inni wielcy nowej kinomatografii. Latające głowy i wysysanie krwi. Nie zmęczyłabym tego siedząc na kanapie ;) Btw. czy wiecie, że w okresie nagonki na czarownice uważano, że czarownica może ważyć do 50 kg (taką zakładano wyporność miotły :) Czyli większość współczesnych kobiet by ocalała ;)

<><>

Byłam wczoraj wieczorem u Łucji i panna miała posypaną głowę popiołem. Bo przyszedł ksiądz i ich posypywał. Super akcja, chociaż dziewczyna marudziła, że musi włosy umyć. Też bym chciała, żeby mi ktoś tak posypał! :)

<>

Lilka siedząca na dodatkową matematyką:

  • Mamo, pomożesz mi?
  • Ale ja tego nie rozumiem. Jesteś mądrzejsza ode mnie.
  • Ale to geometria.
  • No dobra, to mogę pomóc.
  • W sumie to nie musisz. Pokrój mi jeszcze chałkę.
  • I herbatę do tego?
  • Tak. Jak już będę sławna i będą się mnie pytać, skąd to wszystko wiem, powiem im: To proste. Chałka!
16:06, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lutego 2018

Miłe to, że po takiej długiej przerwie, kiedy z godnością twierdziłam: phi, co mi tam Walentyki, skoro mam Tłusty Czwartek, nareszcie mogę po prostu uśmiechnąć się na hasło: 14 lutego. Nie, nie świętujemy. Randka idealna z panem J. to... ŁYŻWY. Gdy mu coś mu podpasuje to wałkuje to do obrzydzenia. Nie jest łatwym przypadkiem, jest uparty i marudny. Na dodatek próbuje mnie wychowywać i urządza pogadanki na temat naczyń które nie się zmieściły do zmywarki, albo kota, który śpi w ŁÓŻKU. Ale ma sobie dużo ciepła i jak na 10 miesięcy związku to również dużo niesłabnącej fascynacji mną. Lubi moje dzieci, ale to ja jestem jego obsesja. I nie chce wchodzić w to nasze życie. Tzn. jest bardzo konserwatywny (i ma zupełnie INNE poglądy i światopoglądy niż ja) i uważa, że skoro ja nie chcę w żaden sposób formalizować naszego związku (a nie chcę) to niemoralne będzie wprowadzanie go do naszego życia. Bo mam dorastające córki i jak to będzie wyglądać. I chyba ma rację. Łóżko matki to takie sacrum i rzeczywiście nie ma takiej potrzeby by wiedziały, że czasem ktoś tam jeszcze sypia. Ma strasznie bez sensu ten zawodowy grafik, ale to dobrze pasuje. Skoro kończy pracę o 22-giej (codziennie oprócz niedziel, kiedy kończy o 16-stej), a często musi być na basenie o siódmej, to pasuje to do mnie. Czasem ma dzień wolny i wtedy można zaszaleć i pójść do kina, ale to przydarza się 2x w miesiącu. Mało się ode mnie wymaga, cały czas mam wrażenie, że ja dostaję dużo więcej i dobrze się z tym czuję. Tyle Wam mogę o tym wszystkim powiedzieć.

<><>

  • Mamo, a dziś o której do mnie przyjedziesz?
  • Dziś po basenie, razem z maluchami. Wieczorem.
  • A oni zrobili dla mnie Walentynki? Bo ja dla nich zrobiłam.
  • Nie wiem :) Ale ja byłam na rynku i kupiłam jabłka, także wieczorem przywiozę Ci ryż z prażonymi jabłkami.
  • Tak się cieszę!
  • Kupiłam też w sklepie ananasa i truskawki. Jedzeniem kupię Twoją miłość!
  • I love YOU!!!!

<><>

I jeszcze wrzucę Wam Walentynkową Lilkę. Dla swojej ukochanej Mai zrobiła breloczek. W tle róże, które kupiłam wczoraj. Połowę zawiozłam Łucji, a druga połowa stoi w domu! :)

15:44, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2018

W sobotę byłam na pewnym spotkaniu dla kobiet... Panele dyskusyjne, babskie warsztaty i mini targi z różnymi dziewczyńskimi gadżetami. Było o morsowaniu, wizerunku kobiety i porządkowaniu przestrzeni wokół siebie. Bardzo, bardzo lubię takie wydarzenia i chętnie się na nie stawiam. Były zajęcia z robienia  ozdobnych pająków na sufit, kaligrafii i haftu erotycznego. Strasznie się chciałam dostać na te ostatnie, ale nie udało mi się. A już widziałam się jak siedzę z tamborkiem i wyszywam sobie wzorek na spodenkach do spania :) Albo jakiejś letniej koszulce... Na kaligrafię pewnie się jeszcze zapiszę, ale ten haft za mną chodzi BARDZO. Ale wzięłam udział w warsztatach JOGI TWARZY :) I to jest fantastyczne. Chodzi o to, że na twarzy mamy mięśnie (ok 58) i ćwicząc je uzyskujemy natychmiastowy efekt. Mało tego: ćwicząc mięśnie wokół oczu możemy poprawić sobie wzrok (i była na sali dziewczyna, której znajomej to się udało). Podobnie zresztą uważają Azjaci. Mnie najbardziej ciekawiła poprawa mięśni szyi i trzeci podbródek. Mam zestaw ćwiczeń i codziennie w wannie po te 5-10 powtórzeń JUŻ robię. Bo np. podbródek to w dużej mierze mięśnie języka. Jak przyciśniecie mocno język to podniebienia i dotkniecie się pod brodą to poczujecie, że to drga. Natomiast szyję najlepiej ćwiczyć unosząc lekko głowę do góry i robiąc ruch takiego gryzienia jabłka. Albo powietrznego całuska. Na jutubie tego dużo, temat mi się podobał, jak się kiedyś zbiorę na całodniowe warsztaty z tego to Wam napiszę więcej :)

A to TO co mi się marzy...

I teraz NIŻEJ będzie fotka mrożąca krew w  żyłach... Wiedziałam, że kręcił się fotograf, więc czekałam na fotorelację. I patrząc na jeden wykład wiedziałam, że siedziałam w trzecim rzędzie. I patrzę i siebie NIE widzę... I nagle się dostrzegłam!!! Katastrofa co było na mojej głowie. Siano max, kolor słomy i ogólna tragedia. Jak to wczoraj wieczorem zobaczyłam to dziś rano pojechałam do fryzjera. Wychodzi mi, że ostatnio byłam u niej w październiku, a to zdecydowanie za długo. To mniejsze w rogu to stan na dziś! Btw. fryzjerka powiedziała, że ma taką teorię, że każde włosy mają jakąś swoją długość. Taką którą miały przez większość życia. I w tej długości najlepiej się układają i są najzdrowsze. Rzeczywiście od dłuższego czasu co w nie coś wcierałam to miałam wrażenie, że dociera to tylko do połowy długości, a niżej jest tuż tylko suche i połamane...

<<><>>

Wczoraj. Siedzę z Mieszkiem u lekarza i zaczyna dzwonić Liliana...Zrzucam i zrzucam, a pierwsze co robię po wyjściu z gabinetu to dzwonię do niej:

  • Co się stało?
  • CO się stało??? Zamknęłaś drzwi na klucz!!! (rzeczywiście umowa jest taka, że nie zamykam na górny zamek)
  • Ojej, ojej... Przepraszam!!! Byłam zamyślona!. Ale czekaj, Ty dzwoniłaś z domowego!
  • Tak. Bo sobie otworzyłam!
  • Super. Ale, to po CO dzwonisz?
  • Żeby Cię DRĘCZYĆ!!!

:)

17:06, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 lutego 2018

Kolejny tydzień rozpoczęłam od wizyty z Mieszkiem u lekarza. Dwa tygodnie temu miał badaną krew i chciałam się pokazać z wynikami. Ma za wysoki cukier, lecz jest to błąd pomiaru (a właściwie mój). Po prostu zrobiłam mu w kubku termicznym zimową herbatę z syropami i przyprawami i miał ją wypić PO badaniu, ALE jak jechaliśmy autem do przychodni, to gość zagapiony w okno wciągnął tę herbatę. Cukru zresztą nie ma w moczu, co jest potwierdzeniem tego przypadku. Niemniej jednak krew (ale już w palca) musimy jakoś w ciągu dwóch tygodni powtórzyć. Pozostałe parametry w porządku. Mieszko szybko rośnie, jest NIE najlepsze żelazo, ale to NA pułapie "podganiania dietą".

Łucji zawiozłam świeży ręcznik, nową piżamę, wyprane dresy i leginsy oraz komplet jogurtów i przekąsek na kolejny tydzień. Dziś wieczorem na JEJ pianino idzie Mieszko, a ja w tym czasie zajrzę do biblioteki. Dziewczyna usycha z nudy, COŚ tam dla niej już zamówiłam, ale zanim to dotrze, to wynajdę coś w bibliotece na najbliższe dni.

Wszystko to co dla niej wybrałam jest mocno odrealnione. Bezdomny ptak dzieje się w Indiach i opowiada o losach 13-latki wydanej za mąż, Nakręceni to podróż w inny wymiar, a Pasażerka podróż w inną epokę (nastolatka przenosi się do świata piratów). Seks na wysokich, część II jest dla mnie. Część I to książką, którą przeczytałam ze cztery lata temu i była przełomowa. Od niej zaczęła się dla mnie literatura psychologiczna. Natomiast audiobook Alice Monro nada się chyba do wspólnego słuchania. To historie o różnych dziewczynach i kobietach. Chwilę musiałam pokopać w nowościach wydawniczych, więc nawet jeśli coś ze schowka mi ubyło, to już uzupełniłam ;)

12:42, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 lutego 2018

Opowiem Wam o jednym ciastku...Wracałam wczoraj późno wieczorem (pojechałam na takie zajęcia, które zrelacjonuję Wam innym razem) i umierałam z głodu. Na śniadanie była owsianka, a potem już nic. Cały dzień w biegu i poza domem.  A lodówka pusta. Myślę: zjem coś po drodze. Lecz nie hamburgera. Może jakiegoś kurczaka? Za szybko przejechałam obok baru sushi, więc zwolniłam. Minęłam pizzerię dochodząc do wniosku, że buła NIE i za niedługi kawałek pojawił się szyld arabskiej knajpy. Ja nawet ją kojarzyłam, bo ktoś mi o niej coś mówił, ale nie pamiętałam dobrze, czy źle. Zaparkowałam, weszłam i kartkuję menu, ale ponieważ umierałam z głodu pytam się tej babki tam:

  • Coś na ciepło, sycące?
  • Dania główne.
  • Okej... Ojej, Państwo są knajpą wegetariańską?!
  • Tak. Nawet wegańską.
  • Brak nabiału przeboleję, ale mięso to lubię... Co Pani poleca?
  • To jest bardzo dobre.
  • Bobiki to rodzaj bobu?
  • Tak. Tylko czy nie przeszkadza Pani zielona pietruszka? Te listki?
  • Nie, nie. Ja lubię wszystko. Ale zanim mi to Państwo przygotują może jakieś ciasteczko i herbatę.
  • Czarna z kardamonem, zielona czy jaśminowa?
  • Niech będzie jaśminowa. A ciasteczko to pistacjowe... Albo te... Albo.. proszę nie wbijać! TO z chałwą: jaki to jest rodzaj chałwy?
  • My sprowadzamy chałwę z Libanu. Tak jak większość składników.
  • TO poproszę.

Zanim przyniosła mi danie główne (które okazało się być smaczne i bardzo sycące) wciągnęłam ciasteczko. Ono było niesamowite. I to ciastko na bloga powróci, bo mam z nim pewien plan...  ;)

<><>

Byłam się przebiec ze znajomą. Chyba się przestawimy na te parkruny z tych zawodowych treningów. Jak jedziemy na tamte to tracimy pół dnia. Wracamy po 12-stej i to jest już późno. Z parkrunów wracamy o 9:40, a bieganie po lesie też ma swój urok. A ona jeszcze wzięła psa, więc też jest zadowolona, że i pies się wybiegał.

11:36, lemon-granita
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 lutego 2018

Na dzisiaj miałam zaplanowaną wizytę Po Kolędzie. I postanowiłam pierwszy raz, chyba od zawsze, się przygotować. Zmieniłam obrus, odkurzyłam, ogarnęłam kuchnię, ale ksiądz (ten akurat, którego lubię) i tak przybył za wcześnie bo odkurzacz stał na środku. Chwilę pogadaliśmy i on się mnie pyta, czy może skorzystać z toalety. Zawsze to robią. Nie wiem czy Ci przede mną to tacy straszni, że dopiero odważają się u mnie, czy ja mam w domu jakieś żyły wodne, ale zawsze o to pytają. Na TO pytanie ogarnęło mnie przerażenie... Dolna łazienka! Nie wchodziłam TAM! NIE sprzątnęłam kuwety Miaustry!!! Ale oczywiście się zgodziłam i nawet zapytałam: A może herbatkę? Potem ksiądz poszedł, ja chwilę się pokręciłam i weszłam do łazienki. A tam... NIE OPUSZCZONA DESKA!!!! :) Bardzo mnie to ubawiło.

<><>

A potem pojechałam na występ Mieszka. Występ TANECZNY z jego szkołą tańca. Odbywało się to jakiejś hali sportowej, gdzie byłam pierwszy raz, na trybunach siedzieli rodzice, dziadkowie i rodzeństwa i było całkiem sympatycznie. Mieszko nie miał pary do poleczki i tańczył z instruktorką (jego instruktorka jest zdecydowanie najładniejsza ze wszystkich instruktorek). A wychodząc na nią wpadłam... Więc powiedziałam:

  • Dziękuję za wspaniały taniec z moim synem!
  • To ja dziękuję. Gratuluję. To wspaniały chłopiec!
  • Dziękuję :))

20:59, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2018

- Ripper Street, Anglia w okresie psychozy Kuby Rozpruwacza, miejsce akcji: posterunek i ulice Londynu. Dwa pierwsze sezony przeleciały szybko, zaraz zaczynam trzeci! Dobre!

Dobiega końca pierwszy tydzień Łucji w sanatorium. Weekend spędzi z tatą, a od poniedziałku będą już tylko trzy tygodnie. Mija jej to szybko, nie było stresu podobnego do tego z ubiegłego roku, ma znajome z poprzedniego turnusu i już doszły nowe. Wczoraj jak u niej byłam, to nie miała dla nas czasu, bo mieli BAL! Biegali po korytarzach w maskach i perukach i nawoływali, że zaraz się zaczyna! Potem przysłała mi esa, że leci Sławomir, czyli największy hit i żenada tegorocznego karnawału :) Btw. cieszy mnie, że Łucja też go nie trawi, a jeszcze bardziej, że chociaż ominęła ją dyskoteka w jej szkole, to TAM miała. Prawdziwe sanatorium.

A byłam u niej, żeby dowieźć ogórkową (w tym roku z jedzeniem jakby lepiej) i staniki. Panna do mnie zadzwoniła, że ubiegłoroczne są za MAŁE i potrzebuje nowych. Byłam więc w outlecie, kupiłam jej trzy, a dwa SOBIE :) Dziś muszę jeszcze podejść do szkoły zanieść JEJ projekt na przyrodę. Panna go przygotowała tydzień temu, Lilka miała go zanieść w jej imieniu we wtorek, ale zapomniała. I przyznała się do tego wczoraj. Więc zaniosę ja i poproszę by chociaż jej nie ma, ocenić tę pracę, bo to dla niej ważne :) Taką będę matka roku!

<<>>

  • A gdybyś miała być wróżką to co byś chciała robić?
  • Jaką wróżką, Lilciu? W jakim sensie?
  • Chciałabyś móc rozmawiać ze zwierzętami, panować nad wodą albo powietrzem. Albo roślinami. Mogłabyś też naprawiać przedmioty.
  • Hmmm... To naprawiania by się przydało... Ale chyba najbardziej chciałabym panować nad roślinami. Zrobiłabym piękny ogród. I każdemu mogłabym taki piękny ogród zrobić. I moglibyśmy hodować różne warzywa i owoce... A Ty?
  • A ja bym chciała panować na wiatrem.
13:24, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018

Podobno jeśli mamy już  jeść i zastanawiamy się czy lepszy przed, czy po treningu, to zdecydowanie lepiej jest PO treningu :) Na siłowni leżały poukładane w piramidki. Poustawiano je na na wielkich talerzach co kilka metrów :) Na takich stołach :) Więc poczęstowałam się i wciągnęłam DWA :) A potem jeszcze kolejne dwa :) Dziadki zawiozły Łucji (babcia odstała w kolejce w jakiejś dobrej cukierni) i podrzuciły dla pozostałych wnuków. Pysze są, ale nie dlatego ćwiczę. Mignęła mi jakaś kolejna siłowniowa rocznica i powtórzę to po raz kolejny: to jest bardzo dobre. Jak mnie tak zmachają i wszystko mnie pobolewa to czuję się świetnie. Pozytywne zmęczenie! Najmocniej ćwiczę nad dolnymi partiami. Brzuch robi się szybko (to pierwsze pół roku ćwiczeń), a potem każdy piłuje tę część co go najbardziej kręci. Ja robię przysiady, podnoszę sztangę, unoszę biodra leżąc na plecach i robię wypady do przodu z ciężarkami, bo tak najprościej zbudować pupę. A jak boli tzn. że rośnie :) Potem trzeba tylko SZYBKO zjeść (w ciągu godziny posiłek bogaty w proteiny) i dziś były to... pączki! :)

Btw. złośliwi mówią, że niefortunnie to wypada w tym roku, bo tylko 6 dni do Walentynek, ale nie będziemy się tym przecież przejmować?

<<>>

  • Lilka, jak ten pączek od babci? Pyszny, nie?
  • Ma taki dziwny NADZIEŃ.

Aaaa... Nie oduczę ich tego nadzienia!!!!

14:01, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lutego 2018

Świętowała Lilka, balowałam w sobotę ja i przyszedł czas na Mieszka! Sam zrobił sobie pelerynkę (już ze dwa lata temu) i tak mu się cały czas TAK mu się podoba, że od niej zaczyna komponowanie stroju. W ten sposób wyszedł mu MUSZKIETER :)

<><>

Byłam z maluchami u dentysty. Mieszko ma zęby doskonałe. Cały czas pozostaje bezplombowy. Natomiast Lilka ma kolejne dziury i to dwie w zębach stałych :/ Rozmawiałam kiedyś z farmaceutką o takiej szczepionce wzmacniającej odporność i na bilansie zapytam się o to pediatry. Ona po prostu łapie same takie cudactwa i te zęby to też nasza pięta Achillesowa. Ona ani nie przepada za słodyczami, je lepiej niż Łucja, zęby myją tak samo długo, ale cały czas jest takie słabe chuchro. Może dlatego, że ona trochę wcześniak była? Ta babka w aptece mówiła o tym w kontekście swojej córki, która też raz po raz coś takiego dziwnego łapała. CDN...

<><>

Przypomniała mi się rozmowa na zerówkowym przestawieniu z Lutką. Wiedzę, że siedzi i coś ściera ze spódnicy (Lutka jest zawsze jak spod igły, więc to było dziwne):

  • Coś jadłaś mamusiu?
  • Właśnie nie... Musiałam taką z szafy wyjąć.
  • Monika Lewinsky?

Babcia się zaśmiała i odwróciła do Krzycha, żeby mu zreferować rozmowę. Ponieważ dziadek zareagował delikatnym uśmiechem, dopytuje:

  • Pamiętasz kto to była Monika Lewinsky?
  • Tak. Kto?
  • Ona wyjęła z szafy sukienkę po dwóch latach, ze spermą Clintona.

??? Mamusia i takie słowa??? :DD Dobrze być dorosłą córką dorosłej matki :)

11:07, lemon-granita
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 183

Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers